/miasto/
Weekend spędzam na motorze, rowerze i Mariensztacie. Z książką pod pachą słucham recitalu fortepianowego. Pogrążam się w myślach o odległym miejscu na ziemi. Czytam, pochłaniam książkę. Jest z goła inna od tych, którymi zaczytywałam się ostatnio. To dokument Jon'a Krakauer'a "Wszystko za Everest". Zachłannie sczytuję każdą literę z przypominających notatnik stron. Znów myślę o Nepalu, Kathmandu, Everest i moim przyjacielu Sagarze, który stamtąd pochodzi. Przez lata kiedy się znamy za każdym razem wiele opowiadał mi o swojej dalekiej ojczyźnie. Pod wpływem książki znowu odżywa moje marzenie, aby wspiąć się pod obóz bazowy Czomolungmy i zobaczyć ją w całej krasie. Pojechać do Kathmandu... Kiedyś obiecałam sobie, że na własne oczy - nie z opowieści i zdjęć - docenię piękno najwyżej położonego kraju świata.Teraz, częściowo za sprawą przypadku marzenie staje się bliższe niż kiedykolwiek... Jeśli dopisze szczęście i los pozwoli..... poznam rodzinne miasto Sagara zamieszkując na jakiś czas w jego domu w sercu Himalajów.. Jeśli los pozwoli.. jeszcze w tym roku.... :-)
foto: net
poniedziałek, 31 maja 2010
czwartek, 27 maja 2010
26.V.2010 Tuż przed wykładem prof. J. Czubaka
/mieszkanie/
Kończę przygotowania do jutrzejszego dnia. Wielkiego dnia dla Fundacji BIODERKO. Na stole leżą wszystkie gadżety które muszę jutro mieć pod ręką, ostatnie plakaty informacyjne, taśma klejąca, kilka taśm ;-) "cegiełki", puszki na datki, plan zapowiedzi prelegenta, kamera, statyw i kilka innych drobiazgów. Nie ukrywam, że nieco się denerwuję... Tym czy wszystko pójdzie jak po maśle i będą powody do radości i dumy.. czy coś mnie niemile zaskoczy...
A cóż takiego ma się wydarzyć? Nic ostatnio nie pisałam więc o tym nie wspominałam. Może bez zbędnych słów, bo zmęczenie całym tygodniem daje mi o sobie znać. Jutrzejszy dzień zobrazuję poniższym plakatem :-)
Oczywiście... serdecznie zapraszam! Bądźcie z nami jutro!
Kończę przygotowania do jutrzejszego dnia. Wielkiego dnia dla Fundacji BIODERKO. Na stole leżą wszystkie gadżety które muszę jutro mieć pod ręką, ostatnie plakaty informacyjne, taśma klejąca, kilka taśm ;-) "cegiełki", puszki na datki, plan zapowiedzi prelegenta, kamera, statyw i kilka innych drobiazgów. Nie ukrywam, że nieco się denerwuję... Tym czy wszystko pójdzie jak po maśle i będą powody do radości i dumy.. czy coś mnie niemile zaskoczy...
A cóż takiego ma się wydarzyć? Nic ostatnio nie pisałam więc o tym nie wspominałam. Może bez zbędnych słów, bo zmęczenie całym tygodniem daje mi o sobie znać. Jutrzejszy dzień zobrazuję poniższym plakatem :-)
Oczywiście... serdecznie zapraszam! Bądźcie z nami jutro!
Więcej na stronie Fundacji BIODERKO
czwartek, 20 maja 2010
20.V.2010 Co Słychać?
Niby takie banalne pytanie. Hm.. w ogromnym skrócie ostatniego tygodnia mogę powiedzieć tak:
Miałam swoją pierwszą kontrolę motocyklową naturalnie bez dokumentów bo ich nie posiadam. Pan policjant okazał się fascynatą motocykli i motocyklistą. Tematów było mnóstwo.
Ostatnie dni spędzam na organizacji 2 fundacyjnych akcji - wykładzie prof. Czubaka dla studentów na AWF i warsztatach dla pacjentów w Bielsku Białej w połowie czerwca.
Mój szalony tata przyjechał do swoich rodziców a moich dziadków skosić trawę. Niby nic takiego. Tyle, że było to 400 km, na motocyklu, o 4 w nocy w strugach deszczu.
W tym samym czasie mój równie narwany pies -Yorkshire Terrier - rzucił się do gardła psu sąsiada. Niby nic.... A jednak.... Pies sąsiada to potężny dorosły owczarek niemiecki. Monti jest cały podziurawiony, poobijany, ale na szczęście nie połamany. W łapce wenflon, co dzień kroplówki, antybiotyki, opatrunki na rozharatanej łopatce, dren pod skórą, wyłamane zęby. Serce ściska. Dziś pół dnia spędziłam jadąc do niego i będąc z nim w klinice weterynaryjnej a drugie pół wracałam w korkach do Warszawy.
Znów "zabawiam się" z bólem barku, szyi i całej ręki. Dla odmiany coś do czego zaczynam się przyzwyczajać - towarzyszy mi zawsze ok 5 dni - tym razem zagnieździło się po prawej stronie. Są podejrzenia o zespół górnego otworu klatki piersiowej. Niezła nazwa? Nie wiem czemu mnie to nie dziwi. Czasem mam wrażenie, że powinno się mnie zwyczajnie dobić.
Dziś mój Tomasz obchodzi urodziny. Wracając a raczej usiłując wrócić do domu, po 2 godzinach w korku, porzuciłam samochód a Tomasz przejął mnie gdzieś w środku miejskiego bajzlu. Spędziliśmy wieczór na motorze w korkach warszawskich. Czemu? Bo Wisła stoi na wałach co wywołuje społeczną chęć parcia na ulice i gapienia się na to co też się wydarzy albo i nie wydarzy. Po 5 godzinach takiej paranoi sytuacja zaczyna irytować. O godz 21 były takie korki jakie widuje się w piątki o 18 na wylotach z miasta. Nie do wiary?
W ogródku piwnym na wale zjedliśmy po kiełbasie z grilla, na Starówce wypiliśmy latte. Przedtem zaliczyliśmy mandat na najniższą z możliwych kar w wysokości 300 zł + 6 punktów karnych. Słabo?
Wczoraj na saunie dowiedzieliśmy się, że w czerwcu lecimy do Norwegii. Jakoś tak wyszło. Fiordy... Ah!
Jestem wypruta i marzę o wyspaniu się bez bólu w łapie. Jednak wiem, że po dzisiejszych kilku godzinach na motorze mogę o tym tylko marzyć. Zawsze są jednak prochy... jakaś alternatywa..
Miałam swoją pierwszą kontrolę motocyklową naturalnie bez dokumentów bo ich nie posiadam. Pan policjant okazał się fascynatą motocykli i motocyklistą. Tematów było mnóstwo.
Ostatnie dni spędzam na organizacji 2 fundacyjnych akcji - wykładzie prof. Czubaka dla studentów na AWF i warsztatach dla pacjentów w Bielsku Białej w połowie czerwca.
Mój szalony tata przyjechał do swoich rodziców a moich dziadków skosić trawę. Niby nic takiego. Tyle, że było to 400 km, na motocyklu, o 4 w nocy w strugach deszczu.
W tym samym czasie mój równie narwany pies -Yorkshire Terrier - rzucił się do gardła psu sąsiada. Niby nic.... A jednak.... Pies sąsiada to potężny dorosły owczarek niemiecki. Monti jest cały podziurawiony, poobijany, ale na szczęście nie połamany. W łapce wenflon, co dzień kroplówki, antybiotyki, opatrunki na rozharatanej łopatce, dren pod skórą, wyłamane zęby. Serce ściska. Dziś pół dnia spędziłam jadąc do niego i będąc z nim w klinice weterynaryjnej a drugie pół wracałam w korkach do Warszawy.
Znów "zabawiam się" z bólem barku, szyi i całej ręki. Dla odmiany coś do czego zaczynam się przyzwyczajać - towarzyszy mi zawsze ok 5 dni - tym razem zagnieździło się po prawej stronie. Są podejrzenia o zespół górnego otworu klatki piersiowej. Niezła nazwa? Nie wiem czemu mnie to nie dziwi. Czasem mam wrażenie, że powinno się mnie zwyczajnie dobić.
Dziś mój Tomasz obchodzi urodziny. Wracając a raczej usiłując wrócić do domu, po 2 godzinach w korku, porzuciłam samochód a Tomasz przejął mnie gdzieś w środku miejskiego bajzlu. Spędziliśmy wieczór na motorze w korkach warszawskich. Czemu? Bo Wisła stoi na wałach co wywołuje społeczną chęć parcia na ulice i gapienia się na to co też się wydarzy albo i nie wydarzy. Po 5 godzinach takiej paranoi sytuacja zaczyna irytować. O godz 21 były takie korki jakie widuje się w piątki o 18 na wylotach z miasta. Nie do wiary?
W ogródku piwnym na wale zjedliśmy po kiełbasie z grilla, na Starówce wypiliśmy latte. Przedtem zaliczyliśmy mandat na najniższą z możliwych kar w wysokości 300 zł + 6 punktów karnych. Słabo?
Wczoraj na saunie dowiedzieliśmy się, że w czerwcu lecimy do Norwegii. Jakoś tak wyszło. Fiordy... Ah!
Jestem wypruta i marzę o wyspaniu się bez bólu w łapie. Jednak wiem, że po dzisiejszych kilku godzinach na motorze mogę o tym tylko marzyć. Zawsze są jednak prochy... jakaś alternatywa..
czwartek, 13 maja 2010
13.V.2010 Pogoń za dniem
/mieszkanie/
23.46
Biodro na jakiś czas odpuściło. Na jakiś czas, bo wiem, że długo w spokoju pożyć mi nie dane ;-)
Wykorzystuję ten czas najlepiej jak potrafię. W domu bywam tylko po to, żeby na szybko coś zjeść i przespać się w godzinach między 2 czy 3 a 9 rano. Latam na basen i saunę, trenuje bezdech do nieprzytomności (w przenośni i dosłownie), 2 razy w tygodniu zasuwam na angielski, pracuję nad organizacją wykładu prof. J. Czubaka dla studentów AWF z ramienia Fundacji Bioderko, ślęczę nad swoją inwestycją i walczę o nią z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad w Katowicach ;-) (extra zajęcie!) ; wieczorami po 22 wskakuje na motor i uczę się panować nad maszyną. Dziś też, w zasadzie za moment dosiadam czarnucha a w planie mam opanowanie przeciwskrętu i balans ciałem.
Pisząc dojadam jajo sadzone, wsuwam motocyklowe portki i lecę na opuszczony parking M1.
pa.
*****************************
02.25
Wróciłam z jazd.
Podsumowanie wieczoru wygląda w skrócie:
1) przeciwskręt - opanowany
2) jazda bez trzymanki (na razie po prostej) - opanowana
3) jazda na stojąco (prosta i w skrętach) - opanowana
4) ostre hamowanie hamulcem przednim i nożnym - 2 x gleba
w rachunków zysków i strat:
maksymalna frajda + spora dawka adrenaliny
+ 1 małe oparzenie (prawa łydka od rury wydechowej) + ok. 3 nowe sińce.




było nieźle..... no i gleba!
foto: Tom, V.2010.
23.46
Biodro na jakiś czas odpuściło. Na jakiś czas, bo wiem, że długo w spokoju pożyć mi nie dane ;-)
Wykorzystuję ten czas najlepiej jak potrafię. W domu bywam tylko po to, żeby na szybko coś zjeść i przespać się w godzinach między 2 czy 3 a 9 rano. Latam na basen i saunę, trenuje bezdech do nieprzytomności (w przenośni i dosłownie), 2 razy w tygodniu zasuwam na angielski, pracuję nad organizacją wykładu prof. J. Czubaka dla studentów AWF z ramienia Fundacji Bioderko, ślęczę nad swoją inwestycją i walczę o nią z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad w Katowicach ;-) (extra zajęcie!) ; wieczorami po 22 wskakuje na motor i uczę się panować nad maszyną. Dziś też, w zasadzie za moment dosiadam czarnucha a w planie mam opanowanie przeciwskrętu i balans ciałem.
Pisząc dojadam jajo sadzone, wsuwam motocyklowe portki i lecę na opuszczony parking M1.
pa.
*****************************
02.25
Wróciłam z jazd.
Podsumowanie wieczoru wygląda w skrócie:
1) przeciwskręt - opanowany
2) jazda bez trzymanki (na razie po prostej) - opanowana
3) jazda na stojąco (prosta i w skrętach) - opanowana
4) ostre hamowanie hamulcem przednim i nożnym - 2 x gleba
w rachunków zysków i strat:
maksymalna frajda + spora dawka adrenaliny
+ 1 małe oparzenie (prawa łydka od rury wydechowej) + ok. 3 nowe sińce.
było nieźle..... no i gleba!
foto: Tom, V.2010.
piątek, 7 maja 2010
07.V.2010 Bezludzie
/mieszkanie/
Rozsypałam i stłukłam donicę na balkonie. Wielką i ciężką, połamałam kwiaty, ziemia wysypała się na mnie, moje bose stopy, terakotę i wszędzie gdzie mogła. Chciałam ją podnieść i zawiesić na typowych balkonowych hakach. Chciałam coś zrobić i jak zwykle nie wyszło... Nic nie idzie jak trzeba. Godzinę wcześniej wydałam ostatnie, nawet już nie swoje pieniądze na ortodontę. A to nie koniec leczenia ale początek jakiś działań na plus z moimi zębiskami. Mam dość. Nic nie idzie po mojej myśli. Non stop ktoś dzwoni, czegoś ode mnie chce, o coś pyta, co czegoś namawia. Przestaję odbierać telefony. Męczą mnie ludzie. Najlepiej czuję się na dnie basenu kiedy zamykam oczy, nic nie widzę, dotyka mnie tylko zewsząd woda. Dźwięki są wytłumione. Gdybym tylko mogła pozbyć się tych ludzi w wodzie.... Być sama w miejscu bezludnym...
foto: net
Rozsypałam i stłukłam donicę na balkonie. Wielką i ciężką, połamałam kwiaty, ziemia wysypała się na mnie, moje bose stopy, terakotę i wszędzie gdzie mogła. Chciałam ją podnieść i zawiesić na typowych balkonowych hakach. Chciałam coś zrobić i jak zwykle nie wyszło... Nic nie idzie jak trzeba. Godzinę wcześniej wydałam ostatnie, nawet już nie swoje pieniądze na ortodontę. A to nie koniec leczenia ale początek jakiś działań na plus z moimi zębiskami. Mam dość. Nic nie idzie po mojej myśli. Non stop ktoś dzwoni, czegoś ode mnie chce, o coś pyta, co czegoś namawia. Przestaję odbierać telefony. Męczą mnie ludzie. Najlepiej czuję się na dnie basenu kiedy zamykam oczy, nic nie widzę, dotyka mnie tylko zewsząd woda. Dźwięki są wytłumione. Gdybym tylko mogła pozbyć się tych ludzi w wodzie.... Być sama w miejscu bezludnym...
foto: net
06.V.2010 Prośba
/mieszkanie/
Znów wróciłam do domu praktycznie o północy. Wchodząc do mieszkania a raczej wlokąc się po schodach z ciężkim jak pięć pustaków laptopem na ramieniu marzyłam, żeby przestało boleć. Od pół godziny siedzę na sofie klikając i nadal marzę niezmiennie o tym samym. To moje zbuntowane prawe, nieznośne, upierdliwe, złośliwe, bezduszne, wredne, egoistyczne, nikczemne, obłudne, drańskie, perfidne, dokuczliwe, cyniczne, utrapione, świdrujące, zniewalające, zrzędliwe, kapryśne, natarczywe, marudne, nieprzewidywalne, gburowate i zołzowate biodro...
Proszę, przestań mi dokopywać. Dogadajmy się jakoś. Daj mi się nacieszyć dzisiejszym rekordem na basenie. Proszę.. czy proszę o tak wiele? Daj mi w miarę przespać noc i nie przypominaj o sobie do rana a może i dłużej... Wiem, że tam jesteś, tego nie da się zapomnieć. Więc daj mi spokój. Proszę.
foto: net
Znów wróciłam do domu praktycznie o północy. Wchodząc do mieszkania a raczej wlokąc się po schodach z ciężkim jak pięć pustaków laptopem na ramieniu marzyłam, żeby przestało boleć. Od pół godziny siedzę na sofie klikając i nadal marzę niezmiennie o tym samym. To moje zbuntowane prawe, nieznośne, upierdliwe, złośliwe, bezduszne, wredne, egoistyczne, nikczemne, obłudne, drańskie, perfidne, dokuczliwe, cyniczne, utrapione, świdrujące, zniewalające, zrzędliwe, kapryśne, natarczywe, marudne, nieprzewidywalne, gburowate i zołzowate biodro...
Proszę, przestań mi dokopywać. Dogadajmy się jakoś. Daj mi się nacieszyć dzisiejszym rekordem na basenie. Proszę.. czy proszę o tak wiele? Daj mi w miarę przespać noc i nie przypominaj o sobie do rana a może i dłużej... Wiem, że tam jesteś, tego nie da się zapomnieć. Więc daj mi spokój. Proszę.
foto: net
czwartek, 6 maja 2010
05.V.2010 Nie stać w miejscu
/mieszkanie/
To już maj! Myślę jadąc mokrym świeżo umytym samochodem do domu. Uwielbiam kiedy podczas szybkiej jazdy kropelki wody spływają po krwistoczerwonym lakierze. Czas płynie niewiarygodnie szybko. Zanim się obejrzałam kolejne pół roku zostało gdzieś z tyłu. Minęły moje kolejne urodziny, nie dopatrzyłam się kolejnych zmarszczek, nie znalazłam na skroni siwego włosa ;-) Jakoś przeżyłam ten dzień. Mimo wcześniejszego kilkudniowego fatalnego nastroju pobyt z bliskimi pozwolił mi przychylniej spojrzeć na samą siebie. Urodzinowy czas minął w wyjątkowo ciepłej i rodzinnej atmosferze. Zostałam obdarowana wspaniałymi życzeniami, wśród których często przejawiało się życzenie spełnienia kolejnych celów i samorealizacji. Niech tak się dzieje! Przyjaciele, znajomi i rodzina zaskoczyli mnie także bardzo trafionymi i wzruszającymi prezentami :-) Rodzice i siostra "wysłali" nas z Tomaszem na kajakowy weekend na Mazury. Od momentu otrzymania tego prezentu nie myślę już o niczym innym i planuję wyjazd. Dziś w drodze na wieczorne zajęcia z angielskiego zdecydowałam, że weekendowy mazurski wyjazd rozszerzymy o kolejne 3 dni zahaczając o polskie morze. Ostatni raz nad Bałtykiem byłam jakieś 3 lata temu. Nigdy nie próbowałam w nim nurkować. Zmienię ten zwyczaj już za niecały miesiąc.
Co dzień staram się wypracować nić porozumienia z nieposłusznym biodrem. Raz jest z górki raz po górę. I już mnie to nie dziwi. Nie dziwi - nie znaczy, że nie martwi. Ale jakoś razem udaje nam się rozpoczynać i kończyć dzień we względnej zgodzie.
Dużo pracuję, także nad działaniami fundacyjnymi, dużo przebywam poza domem. Zaczęłam odkurzać wiedzę nt. języka angielskiego, który zawsze był moja piętą achillesową. Wieczorami a w zasadzie nocami jeżdżę motocyklem po parkingach marketów i trenuję slalomy w podziemnych parkingach.W wolnych chwilach siedzę w wannie i nie oddycham, to samo robię siedząc na dnie basenu każdorazowo wzbudzając czujność znudzonych ratowników. Wanna: 03:24. Basen: 03:14. Jest co poprawiać. Cel: 04:00. Tak.... cel. Zdaje się, że nie potrafię żyć bez tego trzyliterowego słowa ;-) Nawet najmniejszy, najbardziej banalny, trudny, łatwiejszy, zwyklejszy i odległy - ale być musi. Bez niego motor nie działa, nie pracuje rytmicznie a rzęzi, szarpie i przypomina maszynę, która czeka na zezłomowanie. Cel. Nie każdy osiągam, to oczywiste - jak chociażby plany wyjazdu w sierpniu tego roku na nurkowanie do Indonezji, czy kurs nurkowy nitrox - niestety w tym roku nic z tego nie będzie :-( Czasem, z różnych przyczyn cele zostają odsunięte, czasem "zamrożone" na jakiś czas. Z tymi tak właśnie się stało. W zamian pojawiły się inne. Może mniej ekscytujące, a związane z rozwojem, edukacją, poszerzaniem horyzontów i inwestycją w dobre samopoczucie i zdrowie. Jest tez nutka szaleństwa - przecież bez tego nie dałabym rady ;-) - uprawnienia na motocykl!
PS. Po osiągnięciu celu wstrzymania oddechu na 4 minuty pod woda... szykuję sobie prezent-zachciankę ;-) Kolejny, drugi tatuaż. Bardzo związany z tym czym się w życiu kieruję i... na razie tyle. Najpierw trzeba zrealizować cel.
To już maj! Myślę jadąc mokrym świeżo umytym samochodem do domu. Uwielbiam kiedy podczas szybkiej jazdy kropelki wody spływają po krwistoczerwonym lakierze. Czas płynie niewiarygodnie szybko. Zanim się obejrzałam kolejne pół roku zostało gdzieś z tyłu. Minęły moje kolejne urodziny, nie dopatrzyłam się kolejnych zmarszczek, nie znalazłam na skroni siwego włosa ;-) Jakoś przeżyłam ten dzień. Mimo wcześniejszego kilkudniowego fatalnego nastroju pobyt z bliskimi pozwolił mi przychylniej spojrzeć na samą siebie. Urodzinowy czas minął w wyjątkowo ciepłej i rodzinnej atmosferze. Zostałam obdarowana wspaniałymi życzeniami, wśród których często przejawiało się życzenie spełnienia kolejnych celów i samorealizacji. Niech tak się dzieje! Przyjaciele, znajomi i rodzina zaskoczyli mnie także bardzo trafionymi i wzruszającymi prezentami :-) Rodzice i siostra "wysłali" nas z Tomaszem na kajakowy weekend na Mazury. Od momentu otrzymania tego prezentu nie myślę już o niczym innym i planuję wyjazd. Dziś w drodze na wieczorne zajęcia z angielskiego zdecydowałam, że weekendowy mazurski wyjazd rozszerzymy o kolejne 3 dni zahaczając o polskie morze. Ostatni raz nad Bałtykiem byłam jakieś 3 lata temu. Nigdy nie próbowałam w nim nurkować. Zmienię ten zwyczaj już za niecały miesiąc.
Co dzień staram się wypracować nić porozumienia z nieposłusznym biodrem. Raz jest z górki raz po górę. I już mnie to nie dziwi. Nie dziwi - nie znaczy, że nie martwi. Ale jakoś razem udaje nam się rozpoczynać i kończyć dzień we względnej zgodzie.
Dużo pracuję, także nad działaniami fundacyjnymi, dużo przebywam poza domem. Zaczęłam odkurzać wiedzę nt. języka angielskiego, który zawsze był moja piętą achillesową. Wieczorami a w zasadzie nocami jeżdżę motocyklem po parkingach marketów i trenuję slalomy w podziemnych parkingach.W wolnych chwilach siedzę w wannie i nie oddycham, to samo robię siedząc na dnie basenu każdorazowo wzbudzając czujność znudzonych ratowników. Wanna: 03:24. Basen: 03:14. Jest co poprawiać. Cel: 04:00. Tak.... cel. Zdaje się, że nie potrafię żyć bez tego trzyliterowego słowa ;-) Nawet najmniejszy, najbardziej banalny, trudny, łatwiejszy, zwyklejszy i odległy - ale być musi. Bez niego motor nie działa, nie pracuje rytmicznie a rzęzi, szarpie i przypomina maszynę, która czeka na zezłomowanie. Cel. Nie każdy osiągam, to oczywiste - jak chociażby plany wyjazdu w sierpniu tego roku na nurkowanie do Indonezji, czy kurs nurkowy nitrox - niestety w tym roku nic z tego nie będzie :-( Czasem, z różnych przyczyn cele zostają odsunięte, czasem "zamrożone" na jakiś czas. Z tymi tak właśnie się stało. W zamian pojawiły się inne. Może mniej ekscytujące, a związane z rozwojem, edukacją, poszerzaniem horyzontów i inwestycją w dobre samopoczucie i zdrowie. Jest tez nutka szaleństwa - przecież bez tego nie dałabym rady ;-) - uprawnienia na motocykl!
PS. Po osiągnięciu celu wstrzymania oddechu na 4 minuty pod woda... szykuję sobie prezent-zachciankę ;-) Kolejny, drugi tatuaż. Bardzo związany z tym czym się w życiu kieruję i... na razie tyle. Najpierw trzeba zrealizować cel.
wtorek, 4 maja 2010
czwartek, 29 kwietnia 2010
29.IV.2010 Przez palce...
/mieszkanie/
Kombinuję nad usprawnieniem/ulepszeniem Forum Bioderko. Boli szyja od gapienia się w monitor. Kiepsko idzie.
Myślami krążę wokół zbliżającego się weekendu i z dosłownie wyobrażam sobie jak w feralny dzień moich kolejnych urodzin odkryję zapewne tysiąc nowych zmarszczek na twarzy i plagę siwiejących włosów... Kolejny rok zdaje się mi ciążyć jak nigdy dotąd. Być po trzydziestce... Kiedy miałam 9 lat i bawiłam się swoją lalką Fleur byłam pewna, że ludzie żyją tylko do 21, no góra 22 lat. Tak więc zdaje się, że jestem matuzalemem w obliczu tej "prawdy". Bez przerwy od kilku dni robię rachunek sumienia, przeżywam wszystkie swoje niepowodzenia, nieudane i niezrealizowane plany, dobija mnie kilka punktów na "liście do zrobienia" przy których wciąż nie ma haczyka...
Boję się, że nie zdążę.. Mam wrażenie, że czas ucieka bezlitościwie a ja zwyczajnie za nim nie nadążam...
Trawi mnie myśl, że żyję już ponad trzy dekady a nie zrobiłam w życiu nic z czego mogę być dumna, uśmiechnąć się sama do siebie i powiedzieć: "zrobiłam to!".
Nie ma takiej rzeczy.
To potwornie smutne.
foto: net
Kombinuję nad usprawnieniem/ulepszeniem Forum Bioderko. Boli szyja od gapienia się w monitor. Kiepsko idzie.
Myślami krążę wokół zbliżającego się weekendu i z dosłownie wyobrażam sobie jak w feralny dzień moich kolejnych urodzin odkryję zapewne tysiąc nowych zmarszczek na twarzy i plagę siwiejących włosów... Kolejny rok zdaje się mi ciążyć jak nigdy dotąd. Być po trzydziestce... Kiedy miałam 9 lat i bawiłam się swoją lalką Fleur byłam pewna, że ludzie żyją tylko do 21, no góra 22 lat. Tak więc zdaje się, że jestem matuzalemem w obliczu tej "prawdy". Bez przerwy od kilku dni robię rachunek sumienia, przeżywam wszystkie swoje niepowodzenia, nieudane i niezrealizowane plany, dobija mnie kilka punktów na "liście do zrobienia" przy których wciąż nie ma haczyka...
Boję się, że nie zdążę.. Mam wrażenie, że czas ucieka bezlitościwie a ja zwyczajnie za nim nie nadążam...
Trawi mnie myśl, że żyję już ponad trzy dekady a nie zrobiłam w życiu nic z czego mogę być dumna, uśmiechnąć się sama do siebie i powiedzieć: "zrobiłam to!".
Nie ma takiej rzeczy.
To potwornie smutne.
foto: net
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
25.IV.2010 A co jest zdrowe?
/mieszkanie/
Weekend spędziłam na motorze. Dokładniej rzecz ujmując na dwóch motorach. Tomka "szerszeniu" - jak go od wczoraj nazywa ;-) Oraz "moim" czarnuchu ;-) Mówię "moim" - bo na jakiś czas odziedziczyłam (do momentu sprzedaży) drugi motocykl Tomasza. Żebym mogła go dosiąść przeszedł nieco w garażu ;-) Biedak został dość drastycznie zdławiony. Ze 145 kM ostało mu się jeno jakieś 40. Obdarzyliśmy go też zgrabnymi gmolami dzięki którym (pomijam iż nieco gniotą w kolana), czuję komfort, że przy ewentualnym szlifie nie zniszczę motocykla ;-) Tfu, tfu, naturalnie go nie przewiduję! Czarnuch jest wielki i potwornie ciężki. Już samo postawienie go do pionu z podnóżka wywołuje krople potu na czole ;-) Na razie nie wyjeżdżam spoza placyku manewrowego, za który służy mi coś w rodzaju gigantycznej giełdy spożywczej. Żeby móc tam jeździć przekupiłam cieciów piwem. Ciiiiiicho! To tajemnica ;-) W każdym razie wrażenie panowania nad dwustukilogramową maszyną jest wyjątkowe!
foto: Tom
Biodro pozwoliło mi na dwa dni beztroskiej jazdy wzdłuż i wszerz po zakątkach Zalewu Zegrzyńskiego, Serocka i nie tylko. Ale pochwały i dziękowanie za to, że nie sprawia kłopotu obracają się przeciwko mnie, więc zdecydowanie zaprzestaję wyrażać się o nim w ciepłych słowach. To "złe biodro". Baaaardzo złe! I tego się będę trzymać.
Tom i jego "szerszeń"
Po obejrzeniu dzisiejszych fotek znudzonego niedźwiadka z praskiego zoo wskoczyłam do wanny z myślą o biciu swojego rekordu w bezdechu. Ostatnio nie szło mi najlepiej. Nie mogłam powtórzyć wyniku z dwunastego marca - trzy minuty dziesięć sekund. Szlag mnie trafiał. Po 10 minutowym treningu regulacji oddechu i hiperwentylacji "wykręciłam" 03:24 min! Cieszyłam się jak dzieciak. Nic nie daje mi takiej radości jak przekraczanie kolejnych barier i pokonywanie przeszkód. Taka jest już moja konstrukcja. Niezdrowe? Etam!
Cieszący się słońcem bywalec warszawskiego zoo.
Weekend spędziłam na motorze. Dokładniej rzecz ujmując na dwóch motorach. Tomka "szerszeniu" - jak go od wczoraj nazywa ;-) Oraz "moim" czarnuchu ;-) Mówię "moim" - bo na jakiś czas odziedziczyłam (do momentu sprzedaży) drugi motocykl Tomasza. Żebym mogła go dosiąść przeszedł nieco w garażu ;-) Biedak został dość drastycznie zdławiony. Ze 145 kM ostało mu się jeno jakieś 40. Obdarzyliśmy go też zgrabnymi gmolami dzięki którym (pomijam iż nieco gniotą w kolana), czuję komfort, że przy ewentualnym szlifie nie zniszczę motocykla ;-) Tfu, tfu, naturalnie go nie przewiduję! Czarnuch jest wielki i potwornie ciężki. Już samo postawienie go do pionu z podnóżka wywołuje krople potu na czole ;-) Na razie nie wyjeżdżam spoza placyku manewrowego, za który służy mi coś w rodzaju gigantycznej giełdy spożywczej. Żeby móc tam jeździć przekupiłam cieciów piwem. Ciiiiiicho! To tajemnica ;-) W każdym razie wrażenie panowania nad dwustukilogramową maszyną jest wyjątkowe!
foto: Tom
Biodro pozwoliło mi na dwa dni beztroskiej jazdy wzdłuż i wszerz po zakątkach Zalewu Zegrzyńskiego, Serocka i nie tylko. Ale pochwały i dziękowanie za to, że nie sprawia kłopotu obracają się przeciwko mnie, więc zdecydowanie zaprzestaję wyrażać się o nim w ciepłych słowach. To "złe biodro". Baaaardzo złe! I tego się będę trzymać.
Tom i jego "szerszeń"
foto: Katja
Po obejrzeniu dzisiejszych fotek znudzonego niedźwiadka z praskiego zoo wskoczyłam do wanny z myślą o biciu swojego rekordu w bezdechu. Ostatnio nie szło mi najlepiej. Nie mogłam powtórzyć wyniku z dwunastego marca - trzy minuty dziesięć sekund. Szlag mnie trafiał. Po 10 minutowym treningu regulacji oddechu i hiperwentylacji "wykręciłam" 03:24 min! Cieszyłam się jak dzieciak. Nic nie daje mi takiej radości jak przekraczanie kolejnych barier i pokonywanie przeszkód. Taka jest już moja konstrukcja. Niezdrowe? Etam!
Cieszący się słońcem bywalec warszawskiego zoo.
foto: Katja
piątek, 23 kwietnia 2010
22.IV.2010 So be it
/mieszkanie/
Jest dobrze. Ale może powinnam unikać tego pozytywnego słowa ;-) Biodro ma doskonały słuch!
Coś się zmienia, samoczynnie, może to z wiosną coś ewoluuje w moim codziennym życiu. Zapisałam się na kilka kursów, pojawiło się kilka nowych planów, rysują się nowe cele na horyzoncie.
Powoli, jakby pomaleńku zaczyna się jakiś nowy etap. Bardzo bym chciała aby tak było. Nie jestem stworzona do nudy, codziennej szarości. Rutyna? Nie chcę znać tego słowa. Wydaje mi się, że damy sobie radę. Że to "nowe" nawet jeśli będzie wiązało się z mocną przebudową dotychczasowego życia wyjdzie mi na dobre.
Spadł dziś grad. A może śnieg? Rzuciłam laptop (dosłownie runął na podłogę) i wybiegłam na balkon. Białe, zbite nierówne kuleczki padały w moje ręce. Z wielką przyjemnością i zdecydowanym zadowoleniem przysunęłam zimne okruchy do policzka. Nie da się ukryć, uwielbiam śnieg i to uczucie chłodu na twarzy. Mimo, że człowiek po długiej zimie marzy już o lecie, słońcu i ciepłu, śnieg kontakt ze śniegiem był wspaniałym przeżyciem.
Wszystko co się zdarza ma swój sens i znaczenie.
foto: net
Jest dobrze. Ale może powinnam unikać tego pozytywnego słowa ;-) Biodro ma doskonały słuch!
Coś się zmienia, samoczynnie, może to z wiosną coś ewoluuje w moim codziennym życiu. Zapisałam się na kilka kursów, pojawiło się kilka nowych planów, rysują się nowe cele na horyzoncie.
Powoli, jakby pomaleńku zaczyna się jakiś nowy etap. Bardzo bym chciała aby tak było. Nie jestem stworzona do nudy, codziennej szarości. Rutyna? Nie chcę znać tego słowa. Wydaje mi się, że damy sobie radę. Że to "nowe" nawet jeśli będzie wiązało się z mocną przebudową dotychczasowego życia wyjdzie mi na dobre.
Spadł dziś grad. A może śnieg? Rzuciłam laptop (dosłownie runął na podłogę) i wybiegłam na balkon. Białe, zbite nierówne kuleczki padały w moje ręce. Z wielką przyjemnością i zdecydowanym zadowoleniem przysunęłam zimne okruchy do policzka. Nie da się ukryć, uwielbiam śnieg i to uczucie chłodu na twarzy. Mimo, że człowiek po długiej zimie marzy już o lecie, słońcu i ciepłu, śnieg kontakt ze śniegiem był wspaniałym przeżyciem.
Wszystko co się zdarza ma swój sens i znaczenie.
foto: net
piątek, 16 kwietnia 2010
15.IV.2010 Labrador
/23.30 miasto/
Z radia brzmi:
"Come
As you are
As you were
As I want you to be
As a friend
As a friend
As an old enemy
Take your time
Hurry up
The Choice is your
So don`t be late
Take a rest
As a friend
As an old memorie
memorie
memorie
memorie
Come
Dowsed in mud
Soaked in bleach
As I want you to be
As a trend
As a friend
As an old memorie
Memorie
Memorie
Memorie..."
przejeżdżam trasą WZ pod zatłoczonym nawet w nocy w ostatnich dniach Starym Miastem.. Podkręcam głośniki. Wychowałam się na Cobain'ie. Wisła w nocy jest piękna. Przyciąga, jej zapach znam doskonale bo wychowałam się nad nią. Co roku jeździłam na nartach wodnych wśród jej niezliczonych wysp i łach. Mijając praski szpital rzucił mi się w oczy widok psa. To duży labrador o jasnym umaszczeniu. Mimo, że jechałam dość szybko wyraźnie widziałam, że psiak mocno kulał na jedną nogę. Skalał przy pasie zieleni w pobliżu drogi. Zelektryzowana wyłapuję jeszcze jego sylwetkę w bocznym lusterku. Zanim podjęłam decyzję zdążyłam już przeciąć Towarową. Nawracam na najbliższych światłach. Pędem kieruję się w przeciwnym kierunku. Objeżdżam sprytnie jednokierunkowymi drogami i parkuję dokładnie w miejscu gdzie jeszcze 2 minuty temu był pies. Serce wali mi jak młotem. Wyobrażam sobie te mądre i zarazem przerażone oczy, to że cierpi, prawdopodobnie nie tylko kuleje ale nie ma łapy. Jestem tego pewna. Chcę go znaleźć, zabrać go do lekarza i pomóc jak tylko się da. Boję się, że ktoś go porzucił, albo potrącił. W biegu zamknęłam samochód i z oczyma dookoła głowy szukam psiaka. Nigdzie go nie widzę! Idę coraz dalej. Ruch jest bardzo mały, dookoła nie ma ludzi.Martwię się coraz mocniej. Smutek ogarnia mnie z minuty na minutę coraz bardziej. Próbuję wyobrazić sobie jak zmieszczę tego wielkiego psiaka w moim małym dwuosobowym samochodzie. Jak przekonam go, żeby wsiadł, żeby był spokojny, żeby wyczuł, że chce mu pomóc? Ogarnia mnie przerażenie. Dochodzę do ciemnej bramy, wewnątrz widzę zapuszczone praskie podwórze. Kiedy mój wzrok przyzwyczaja się do ciemności z łomoczącym sercem wchodzę w bramę. Na podwórzu znajduję trzy spacerujące psy. Jeden duży i wyglądający dość groźnie, dwa sporo mniejsze kundelki. Nie ma wśród nich "mojego" biedaka. Coraz bardziej panikuję. Nie mogę sobie wybaczyć, że nie zawróciłam natychmiast, tylko straciłam, te 2-3 minuty. Zrozpaczona wsiadam w samochód. Powoli jeżdżę po okolicy rozglądając się w nadziei. Przyjęłam już do wiadomości, że nie znajdę go, że biedak pewnie błąka się gdzieś samotnie, cierpi i bardzo boi. Mam łzy w oczach. Kiedy zdecydowałam, że nic już nie wskóram i chciałam zawrócić okazało się, że znów znajduję się w jednokierunkowej ulicy i chcąc nie chcąc muszę jechać nią dalej gdzieś w głąb ciemnej Pragi. Szukając drogi i łapiąc orientację w terenie kątem oka zobaczyłam coś beżowego z ogonem!! To on! Mój kulawy pies! Labrador! Zaparkowałam, wyskoczyłam jak oparzona z samochodu pędząc w jego kierunku. Zwolniłam kroku widząc, że nie jestem tutaj sama.Para młodych ludzi spacerowała niedaleko z małym psem na smyczy. Zwolniłam mocno krok obserwując sytuację. Labrador na trzech nogach skakał tuż obok nich. Tak, nie myliłam się, pies nie ma jednej przedniej nogi. Zaczęłam przerabiać scenariusz: A może on nie jest sam i bez opieki? Może ci ludzie są jego opiekunami?
Stoję jak słup soli na środku ulicy i gapię się na psa. Tak! To ich pies! Boże! dziękuję!
Nie mogę przestać się cieszyć. Tak bardzo, że łzy ściekają mi po policzku. Już nie muszę się bać, psiak ma się dobrze, obrazek na który patrzę uświadamia mi, że ma kochającą rodzinę a nawet małego łaciatego kumpla. Ach, kamień spada mi z serca i niemal słyszę jak dudni pod moimi stopami :-)
Z radia brzmi:
"Come
As you are
As you were
As I want you to be
As a friend
As a friend
As an old enemy
Take your time
Hurry up
The Choice is your
So don`t be late
Take a rest
As a friend
As an old memorie
memorie
memorie
memorie
Come
Dowsed in mud
Soaked in bleach
As I want you to be
As a trend
As a friend
As an old memorie
Memorie
Memorie
Memorie..."
przejeżdżam trasą WZ pod zatłoczonym nawet w nocy w ostatnich dniach Starym Miastem.. Podkręcam głośniki. Wychowałam się na Cobain'ie. Wisła w nocy jest piękna. Przyciąga, jej zapach znam doskonale bo wychowałam się nad nią. Co roku jeździłam na nartach wodnych wśród jej niezliczonych wysp i łach. Mijając praski szpital rzucił mi się w oczy widok psa. To duży labrador o jasnym umaszczeniu. Mimo, że jechałam dość szybko wyraźnie widziałam, że psiak mocno kulał na jedną nogę. Skalał przy pasie zieleni w pobliżu drogi. Zelektryzowana wyłapuję jeszcze jego sylwetkę w bocznym lusterku. Zanim podjęłam decyzję zdążyłam już przeciąć Towarową. Nawracam na najbliższych światłach. Pędem kieruję się w przeciwnym kierunku. Objeżdżam sprytnie jednokierunkowymi drogami i parkuję dokładnie w miejscu gdzie jeszcze 2 minuty temu był pies. Serce wali mi jak młotem. Wyobrażam sobie te mądre i zarazem przerażone oczy, to że cierpi, prawdopodobnie nie tylko kuleje ale nie ma łapy. Jestem tego pewna. Chcę go znaleźć, zabrać go do lekarza i pomóc jak tylko się da. Boję się, że ktoś go porzucił, albo potrącił. W biegu zamknęłam samochód i z oczyma dookoła głowy szukam psiaka. Nigdzie go nie widzę! Idę coraz dalej. Ruch jest bardzo mały, dookoła nie ma ludzi.Martwię się coraz mocniej. Smutek ogarnia mnie z minuty na minutę coraz bardziej. Próbuję wyobrazić sobie jak zmieszczę tego wielkiego psiaka w moim małym dwuosobowym samochodzie. Jak przekonam go, żeby wsiadł, żeby był spokojny, żeby wyczuł, że chce mu pomóc? Ogarnia mnie przerażenie. Dochodzę do ciemnej bramy, wewnątrz widzę zapuszczone praskie podwórze. Kiedy mój wzrok przyzwyczaja się do ciemności z łomoczącym sercem wchodzę w bramę. Na podwórzu znajduję trzy spacerujące psy. Jeden duży i wyglądający dość groźnie, dwa sporo mniejsze kundelki. Nie ma wśród nich "mojego" biedaka. Coraz bardziej panikuję. Nie mogę sobie wybaczyć, że nie zawróciłam natychmiast, tylko straciłam, te 2-3 minuty. Zrozpaczona wsiadam w samochód. Powoli jeżdżę po okolicy rozglądając się w nadziei. Przyjęłam już do wiadomości, że nie znajdę go, że biedak pewnie błąka się gdzieś samotnie, cierpi i bardzo boi. Mam łzy w oczach. Kiedy zdecydowałam, że nic już nie wskóram i chciałam zawrócić okazało się, że znów znajduję się w jednokierunkowej ulicy i chcąc nie chcąc muszę jechać nią dalej gdzieś w głąb ciemnej Pragi. Szukając drogi i łapiąc orientację w terenie kątem oka zobaczyłam coś beżowego z ogonem!! To on! Mój kulawy pies! Labrador! Zaparkowałam, wyskoczyłam jak oparzona z samochodu pędząc w jego kierunku. Zwolniłam kroku widząc, że nie jestem tutaj sama.Para młodych ludzi spacerowała niedaleko z małym psem na smyczy. Zwolniłam mocno krok obserwując sytuację. Labrador na trzech nogach skakał tuż obok nich. Tak, nie myliłam się, pies nie ma jednej przedniej nogi. Zaczęłam przerabiać scenariusz: A może on nie jest sam i bez opieki? Może ci ludzie są jego opiekunami?
Stoję jak słup soli na środku ulicy i gapię się na psa. Tak! To ich pies! Boże! dziękuję!
Nie mogę przestać się cieszyć. Tak bardzo, że łzy ściekają mi po policzku. Już nie muszę się bać, psiak ma się dobrze, obrazek na który patrzę uświadamia mi, że ma kochającą rodzinę a nawet małego łaciatego kumpla. Ach, kamień spada mi z serca i niemal słyszę jak dudni pod moimi stopami :-)
niedziela, 11 kwietnia 2010
10.IV.2010. Bez zbędnych słów
1. Lech Kaczyński, prezydent RP
2. Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP
3. Ryszard Kaczorowski, były prezydent RP
4. Joanna Agacka-Indecka, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
5. Ewa Bąkowska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
6. gen. broni Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych
7. Krystyna Bochenek, wicemarszałek Senatu RP
8. Anna Maria Borowska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
9. Bartosz Borowski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
10. gen. dyw. Tadeusz Buk, przedstawiciel Sił Zbrojnych
11. gen. bryg. abp Miron Chodakowski, Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego
12. Czesław Cywiński, prezes Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK
13. Leszek Deptuła, poseł
14. ppłk Zbigniew Dębski, członek Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari
15. Grzegorz Dolniak, poseł
16. Katarzyna Doraczyńska, Kancelaria Prezydenta
17. Edward Duchnowski, sekretarz generalny Związku Sybiraków
18. Aleksander Fedorowicz, tłumacz języka rosyjskiego
19. Janina Fetlińska, senator
20. Jarosław Florczak, funkcjonariusz BOR
21. Artur Francuz, funkcjonariusz BOR
22. gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego WP
23. Grażyna Gęsicka, posłanka
24. gen. bryg. Kazimierz Gilarski, przedstawiciel Sił Zbrojnych
25. Przemysław Gosiewski, poseł
26. ks. prałat Bronisław Gostomski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
27. Mariusz Handzlik, minister w Kancelarii Prezydenta
28. ks. prałat Roman Indrzejczyk, kapelan prezydenta
29. Paweł Janeczek, funkcjonariusz BOR
30. Dariusz Jankowski, Kancelaria Prezydenta
31. Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka
32. o. Józef Joniec, prezes Stowarzyszenia Parafiada
33. Sebastian Karpiniuk, poseł
34. wiceadm. Andrzej Karweta, dowódca Marynarki Wojennej
35. Mariusz Kazana, dyrektor Protokołu Dyplomatycznego w MSZ
36. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich
37. gen. bryg. Stanisław Nałęcz-Komornicki, Kanclerz Orderu Wojennego Virtuti Militari
38. Stanisław Jerzy Komorowski, wiceminister obrony narodowej
39. Paweł Krajewski, funkcjonariusz BOR
40. Andrzej Kremer, wiceszef MSZ
41. ks. Zdzisław Król, b. kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej
42. Janusz Krupski, kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych
43. Janusz Kurtyka, prezes IPN
44. ks. Andrzej Kwaśnik, kapelan Federacji Rodzin Katyńskich
45. gen. Bronisław Kwiatkowski, przedstawiciel Sił Zbrojnych
46. Wojciech Lubiński, lekarz prezydenta
47. Tadeusz Lutoborski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
48. Barbara Mamińska, osoba towarzysząca
49. Zenona Mamontowicz-Łojek, prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej
50. Stefan Melak, przewodniczący Komitetu Katyńskiego
51. Tomasz Merta, wiceminister kultury
52. Stanisław Mikke, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
53. Aleksandra Natalli-Świat, posłanka
54. Janina Natusiewicz-Mirer, osoba towarzysząca
55. Piotr Nosek, funkcjonariusz BOR
56. Piotr Nurowski, prezes PKOl
57. Bronisława Orawiec-Loeffler, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
58. ks. ppłk Jan Osiński, Ordynariat Polowy WP
59. ks. płk Adam Pilch, ewangelickie duszpasterstwo polowe
60. Katarzyna Piskorska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
61. Maciej Płażyński, poseł
62. gen. dyw. bp Tadeusz Płoski, biskup polowy Wojska Polskiego
63. gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, przedstawiciel Sił Zbrojnych
64. Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
65. Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu RP
66. ks. prof. Ryszard Rumianek, rektor UKSW
67. Arkadiusz Rybicki, poseł
68. Andrzej Sariusz-Skąpski, prezes Federacji Rodzin Katyńskich
69. Wojciech Seweryn, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
70. Sławomir Skrzypek, prezes NBP
71. Leszek Solski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
72. Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta RP
73. Jacek Surówka, funkcjonariusz BOR
74. Aleksander Szczygło, szef BBN
75. Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Sejmu RP
76. Jolanta Szymanek-Deresz, posłanka
77. Izabela Tomaszewska, Kancelaria Prezydenta
78. Marek Uleryk, funkcjonariusz BOR
79. Anna Walentynowicz, działaczka opozycji demokratycznej
80. Teresa Walewska-Przyjałkowska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
81. Zbigniew Wassermann, poseł
82. Wiesław Woda, poseł
83. Edward Wojtas, poseł
84. Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta
85. Stanisław Zając, senator
86. Janusz Zakrzeński, osoba towarzysząca
87. Gabriela Zych, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
88. Dariusz Michałowski, funkcjonariusz BOR
89. Mł. chor. Agnieszka Pogródka-Węcławek; funkcjonariuszka BOR, w służbie od 8 lat
90. Arkadiusz Protasiuk, kapitan
91. Robert Grzywna, członek załogi
92. Andrzej Michalak, członek załogi
93. Artur Ziętek, członek załogi
94. Barbara Maciejczyk, stewardessa
95. Natalia Januszko, stewardessa
96. Justyna Moniuszko, stewardessa
2. Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP
3. Ryszard Kaczorowski, były prezydent RP
4. Joanna Agacka-Indecka, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
5. Ewa Bąkowska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
6. gen. broni Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych
7. Krystyna Bochenek, wicemarszałek Senatu RP
8. Anna Maria Borowska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
9. Bartosz Borowski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
10. gen. dyw. Tadeusz Buk, przedstawiciel Sił Zbrojnych
11. gen. bryg. abp Miron Chodakowski, Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego
12. Czesław Cywiński, prezes Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK
13. Leszek Deptuła, poseł
14. ppłk Zbigniew Dębski, członek Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari
15. Grzegorz Dolniak, poseł
16. Katarzyna Doraczyńska, Kancelaria Prezydenta
17. Edward Duchnowski, sekretarz generalny Związku Sybiraków
18. Aleksander Fedorowicz, tłumacz języka rosyjskiego
19. Janina Fetlińska, senator
20. Jarosław Florczak, funkcjonariusz BOR
21. Artur Francuz, funkcjonariusz BOR
22. gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego WP
23. Grażyna Gęsicka, posłanka
24. gen. bryg. Kazimierz Gilarski, przedstawiciel Sił Zbrojnych
25. Przemysław Gosiewski, poseł
26. ks. prałat Bronisław Gostomski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
27. Mariusz Handzlik, minister w Kancelarii Prezydenta
28. ks. prałat Roman Indrzejczyk, kapelan prezydenta
29. Paweł Janeczek, funkcjonariusz BOR
30. Dariusz Jankowski, Kancelaria Prezydenta
31. Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka
32. o. Józef Joniec, prezes Stowarzyszenia Parafiada
33. Sebastian Karpiniuk, poseł
34. wiceadm. Andrzej Karweta, dowódca Marynarki Wojennej
35. Mariusz Kazana, dyrektor Protokołu Dyplomatycznego w MSZ
36. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich
37. gen. bryg. Stanisław Nałęcz-Komornicki, Kanclerz Orderu Wojennego Virtuti Militari
38. Stanisław Jerzy Komorowski, wiceminister obrony narodowej
39. Paweł Krajewski, funkcjonariusz BOR
40. Andrzej Kremer, wiceszef MSZ
41. ks. Zdzisław Król, b. kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej
42. Janusz Krupski, kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych
43. Janusz Kurtyka, prezes IPN
44. ks. Andrzej Kwaśnik, kapelan Federacji Rodzin Katyńskich
45. gen. Bronisław Kwiatkowski, przedstawiciel Sił Zbrojnych
46. Wojciech Lubiński, lekarz prezydenta
47. Tadeusz Lutoborski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
48. Barbara Mamińska, osoba towarzysząca
49. Zenona Mamontowicz-Łojek, prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej
50. Stefan Melak, przewodniczący Komitetu Katyńskiego
51. Tomasz Merta, wiceminister kultury
52. Stanisław Mikke, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
53. Aleksandra Natalli-Świat, posłanka
54. Janina Natusiewicz-Mirer, osoba towarzysząca
55. Piotr Nosek, funkcjonariusz BOR
56. Piotr Nurowski, prezes PKOl
57. Bronisława Orawiec-Loeffler, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
58. ks. ppłk Jan Osiński, Ordynariat Polowy WP
59. ks. płk Adam Pilch, ewangelickie duszpasterstwo polowe
60. Katarzyna Piskorska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
61. Maciej Płażyński, poseł
62. gen. dyw. bp Tadeusz Płoski, biskup polowy Wojska Polskiego
63. gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, przedstawiciel Sił Zbrojnych
64. Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
65. Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu RP
66. ks. prof. Ryszard Rumianek, rektor UKSW
67. Arkadiusz Rybicki, poseł
68. Andrzej Sariusz-Skąpski, prezes Federacji Rodzin Katyńskich
69. Wojciech Seweryn, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
70. Sławomir Skrzypek, prezes NBP
71. Leszek Solski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
72. Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta RP
73. Jacek Surówka, funkcjonariusz BOR
74. Aleksander Szczygło, szef BBN
75. Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Sejmu RP
76. Jolanta Szymanek-Deresz, posłanka
77. Izabela Tomaszewska, Kancelaria Prezydenta
78. Marek Uleryk, funkcjonariusz BOR
79. Anna Walentynowicz, działaczka opozycji demokratycznej
80. Teresa Walewska-Przyjałkowska, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
81. Zbigniew Wassermann, poseł
82. Wiesław Woda, poseł
83. Edward Wojtas, poseł
84. Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta
85. Stanisław Zając, senator
86. Janusz Zakrzeński, osoba towarzysząca
87. Gabriela Zych, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
88. Dariusz Michałowski, funkcjonariusz BOR
89. Mł. chor. Agnieszka Pogródka-Węcławek; funkcjonariuszka BOR, w służbie od 8 lat
90. Arkadiusz Protasiuk, kapitan
91. Robert Grzywna, członek załogi
92. Andrzej Michalak, członek załogi
93. Artur Ziętek, członek załogi
94. Barbara Maciejczyk, stewardessa
95. Natalia Januszko, stewardessa
96. Justyna Moniuszko, stewardessa
piątek, 9 kwietnia 2010
9.IV.2010 Ciut ciut
/mieszkanie/
Jest ociupinę lepiej. Lewa ręka i bark dalej boli. Szyja przy skrętach głową. Mam kłopoty z prowadzeniem samochodu. Ale jest lepiej niż wczoraj. Najgorsze są poranki - całą lewa ręka, bark są odrętwiałe i muszę podnosić z łóżka lewą rękę za pomocą prawej - sprawnej.
Biodro współpracuje za co jestem mu ogromnie wdzięczna.
Czekam na jutro z utęsknieniem. W planach był cały dzień na motorze. Spotkanie ze znajomymi przy okazji "motobajzlu" na Służewcu. Zamiast tego będzie ewentualnie samochód + krótkie pogapienie się i przymiarki do motocykli na bazarze. Nie pisałam o tym.... w świąteczny weekend uczyłam się jeździć na motorze. Instruktor - mój Tomasz, ja - wierna i uważna kursantka. Ponoć (ponoć) szło mi bardzo sprawnie jak na pierwszy raz (nie ufam tym słowom do końca, bo Tomasz jest urodzonym gentelmenem ;-) ) Był strach i jednocześnie fantastyczne uczucie panowania nad maszyną. To niesamowita frajda. Zdecydowałam, że zrobię prawo jazdy na kategorię A.
Sprzęt jaki mamy w garażu - dwie Hondy CBR o sporych pojemnościach powyżej 900.. są poza moim zasięgiem (śmigam na tych potworach jedynie jako pasażer), ale korci mnie aby spróbować delikatnie, bez szaleństw na mniejszych rozmiarach :-) Na razie dosiadam 250.
Foto: Katja III.2010.
Nowy nabytek Tomasza - kompletnie poza moim zasięgiem jako kierowcy ;-)
Jest ociupinę lepiej. Lewa ręka i bark dalej boli. Szyja przy skrętach głową. Mam kłopoty z prowadzeniem samochodu. Ale jest lepiej niż wczoraj. Najgorsze są poranki - całą lewa ręka, bark są odrętwiałe i muszę podnosić z łóżka lewą rękę za pomocą prawej - sprawnej.
Biodro współpracuje za co jestem mu ogromnie wdzięczna.
Czekam na jutro z utęsknieniem. W planach był cały dzień na motorze. Spotkanie ze znajomymi przy okazji "motobajzlu" na Służewcu. Zamiast tego będzie ewentualnie samochód + krótkie pogapienie się i przymiarki do motocykli na bazarze. Nie pisałam o tym.... w świąteczny weekend uczyłam się jeździć na motorze. Instruktor - mój Tomasz, ja - wierna i uważna kursantka. Ponoć (ponoć) szło mi bardzo sprawnie jak na pierwszy raz (nie ufam tym słowom do końca, bo Tomasz jest urodzonym gentelmenem ;-) ) Był strach i jednocześnie fantastyczne uczucie panowania nad maszyną. To niesamowita frajda. Zdecydowałam, że zrobię prawo jazdy na kategorię A.
Sprzęt jaki mamy w garażu - dwie Hondy CBR o sporych pojemnościach powyżej 900.. są poza moim zasięgiem (śmigam na tych potworach jedynie jako pasażer), ale korci mnie aby spróbować delikatnie, bez szaleństw na mniejszych rozmiarach :-) Na razie dosiadam 250.
Foto: Katja III.2010.
Nowy nabytek Tomasza - kompletnie poza moim zasięgiem jako kierowcy ;-)
czwartek, 8 kwietnia 2010
8.IV.2010 STOP!
/miasto/
Ledwo jadę, jestem już prawie pod domem, myślę, że jeszcze chwila a zacznę krzyczeć! Ból, ból, ból..! To COŚ znów mnie unieruchomiło - plecy, szyja, prawa ręka, bark - wszystko wyje z bólu przy każdym ruchu! Oddychanie boli, spanie boli, jedzenie czegokolwiek, chodzenie, siedzenie, prowadzenie samochodu (to już masochizm) :-( Skąd to COŚ się bierze? I kiedy da mi odetchnąć? Co robię źle? Jaka jest tego przyczyna???
Twarz mam wykrzywioną grymasem bólu, sylwetkę przygarbioną, włosy potargane (lewa ręka nie sięga powyżej oczu więc czeszę się tylko prawą ręką). Dość. Cholera, mam serdecznie dość!
Wróciłam z Dworca Centralnego. W ostatniej minucie szczęśliwie odwiozłam mojego miłego gościa na pociąg. Ostatnie dni były wyczerpujące i obfitujące w pozytywnie załatwione sprawy :-) Cieszę się, że mogłam choć ciut pomóc.
Umieram ze zmęczenia. Dlaczego to COŚ mi się zdarza...?
Przede mną kilka dni mordowania się z samą sobą. Jutro spróbujemy opanować COŚ z moim terapeutą, ale wydaje mi się, że COŚ każdorazowo przybiera na sile... :-(
Ledwo jadę, jestem już prawie pod domem, myślę, że jeszcze chwila a zacznę krzyczeć! Ból, ból, ból..! To COŚ znów mnie unieruchomiło - plecy, szyja, prawa ręka, bark - wszystko wyje z bólu przy każdym ruchu! Oddychanie boli, spanie boli, jedzenie czegokolwiek, chodzenie, siedzenie, prowadzenie samochodu (to już masochizm) :-( Skąd to COŚ się bierze? I kiedy da mi odetchnąć? Co robię źle? Jaka jest tego przyczyna???
Twarz mam wykrzywioną grymasem bólu, sylwetkę przygarbioną, włosy potargane (lewa ręka nie sięga powyżej oczu więc czeszę się tylko prawą ręką). Dość. Cholera, mam serdecznie dość!
Wróciłam z Dworca Centralnego. W ostatniej minucie szczęśliwie odwiozłam mojego miłego gościa na pociąg. Ostatnie dni były wyczerpujące i obfitujące w pozytywnie załatwione sprawy :-) Cieszę się, że mogłam choć ciut pomóc.
Umieram ze zmęczenia. Dlaczego to COŚ mi się zdarza...?
Przede mną kilka dni mordowania się z samą sobą. Jutro spróbujemy opanować COŚ z moim terapeutą, ale wydaje mi się, że COŚ każdorazowo przybiera na sile... :-(
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















