wtorek, 22 lutego 2011

21.II.2011. Wishful thinking

/mieszkanie/

Tydzień użerałam się z nogą. Biodrem, kolanem, barkiem... bark boli nadal..
Jakoś się dogadałyśmy ;)
"Dogadanie" poskutkowało złamaniem bariery 100 m w DYN w nowej monopłetwie.
Dobrze, będzie dobrze. Polubimy się :)
Siły nogo. Spokoju głowo. I cierpliwości Katjo ;)

sobota, 12 lutego 2011

12.II.2011 Powitanie Słońca

/basen/

Znowu w wodzie. Po wczorajszym małym delikatnym rozpływaniu - znów na stopach monopłetwa. Ciało nadal nie czuje wody. Stretching, relaksacja, spokojna wentylacja - opornie i nienaturalnie. Ponadto już podczas małego stretchingu w domu podczas porannej sekwencji "powitania Słońca" wywołałam w prawym barku lawinę bólu - COŚ powróciło. Na basenie ból tradycyjnie "rozlał" się na całą prawą stronę pleców, szyję, prawą rękę a nawet pierś. Cudownie! :-/ Wchodzę do wody. Tory zapchane. Wściekam się coraz bardziej, nic nie idzie jak powinno. Łapsko boli, o biodrze wolę nie myśleć, stresuję się, że uderzę kogoś w wodzie płetwami albo co gorzej monówką... Zrobiłam tylko 50 m w płetwach, zaraz potem 100 w płetwach, 70 w monopłetwie i niewielką odległość DNFa na samych rękach. Mało. Z zmęczenie spore.
Po powrocie do domu, przydźwiganiu wszystkich gratów, pianek, ołowiu, mokrych ręczników na drugie piętro bolał już każdy centymetr ciała. Padłam jak muszka spać na około 3 godziny. Teraz zapewne nie zasnę do 3 w nocy... :-/

Potrafię zrozumieć ból biodra i akceptować go. Ból COSia jest niepojęty, nieakceptowalny i coraz bardziej znienawidzony. Nic, ale to nic nie da się z nim zrobić. Przychodzi kiedy chce i zostaje na tak długo jak mu się podoba :( Tyle, że trenowanie z bólem nie tylko w biodrze ale całej reszcie wyżej po ten samej stronie to już lekka przesada.... Ile będę się jeszcze z sobą użerać? Heh... coś mi mówi, że taki już mój urok - zawsze.

środa, 9 lutego 2011

07.II.2011. Extremalnie

/na jeziorze/

Ponoć pod lodem jest pięknie :) Słyszałam to dziś kilka razy... wierzę...
Nie zeszłam. Jako nieliczna ze sporej grupy nurkowej. Sędziowałam zawody. Kilka godzin w deszczu na zamarzniętym jeziorze. Przepiękna sceneria. Wspaniałe wspomnienia.

Teraz musimy jakoś pogodzić się z biodrem... Nie idzie nam najlepiej od kilku dni. "Nie najlepiej" - to dyplomacja.. chciałabym określić dokładniej, ale po co?

Monopłetwa wisi sucha na ścianie już drugi tydzień... Sucha.. no właśnie..
A u mnie brak sił do walki. Brak chęci.. sił przede wszystkim.
Znowu przypomniałam sobie w całej niesamowitej krasie jak wyśmienicie potrafi boleć własny staw...
Jak extremallnie.....








foto: Katja, Mirmur, Mieszko

piątek, 4 lutego 2011

3.II.2011 Ice, ice ice!

/mieszkanie/

Jutro o świcie wyjazd na Kaszuby. Cel: nurkowanie podlodowe :) Eh......! Nie, niestety aż tak pięknie nie będzie, bo mimo wielkiej ochoty tym razem nie zejdę pod lód... Żeby móc pobawić się w ten niezwykły sposób trzeba wyposażyć się w skrojoną jak frak na wymiar piankę. Woda i tak się wlewa, ale nie tak jak w zwykłych piankach scuba. A z moją zaburzoną trofiką w nodze, ciągłym brakiem czucia w jednym odcinku a z kolei i nadwrażliwością na zimno w innym... wolę nie myśleć jak bym marzła. Będzie pięknie! Tym razem w roli widza, asekuracji itp będę drużbić przy przeręblu czuwając nad bezpieczeństwem zawodów.

Pod lodem musi być fenomenalnie. Mam tylko mgliste pojęcie o tym.. ale kiedyś... pewnie za rok też wystartuję w extremalnych podlodowych zawodach free.

Jak jest pod lodem? Ano tak:

video