niedziela, 27 marca 2011

27.III.2011 Dzień, zwykły dzień

/w trasie/

Znów cały dzień w samochodzie, znów od kliku dni zła passa.
Użeram się z własną nogą. Czy to jakaś nowość? Gdyby tylko z nogą.. ah... to było by zbyt piękne. Ale zawsze musi być coś na plusie ;) A to bark, a to łopatka, a to kolano, a to kręgosłup... Cóż. Życie. Ostatnio pewna dobra dusza patrząc mi w oczy zapytała (w kontekście własnego chorego bioderka) czy miewam takie dni, że nic mnie nie boli. Hm.... długo, naprawdę długo szukałam w pamięci takiego dnia. Czy od kilku lat w ogóle taki był? Istniał? Przeżyłam go w ciągu ostatnich 2-4 lat? Niestety, mimo sukcesywnego szperania w pamięci - nie znalazłam go...
Ale wierzę, mocno wierzę, że kiedyś wreszcie przyjdzie. Czekam na niego :) Bo przecież musi, prawda?

A w między czasie narzekań na samą siebie i swoje inwalidztwo nacieszam oczy podwodnym pięknem i czekam na lato, na głębię na prawdziwy free.

środa, 23 marca 2011

22.III.2011 I po zawodach...

/mieszkanie/

Cały świat wokół znów zwolnił tempa...
Gdzieś w środku trochę kłuje, trochę boli niefortunny werdykt sędziowski.. niefart, nieregulaminowe dotknięcie z coachem podczas statyki.. które położyło moją bitwę o podium :-(
Ale sport uczy pokory. Nie wszystko można mieć od razu, nie wszystko na zawołanie.
Same wyniki cieszą.. choć cieszyły by pewnie bardziej gdyby.. ach! Nie ma co już roztrząsać.
Poniżej namiastka tego co sprawia mi wiele radości..:

poniedziałek, 14 marca 2011

14.III.2011 Next weekend....

/mieszkanie/

W krótkiej przerwie pomiędzy rehabilitacją, nerwówką spowodowaną bezmyślnością starszego pana, który zrobił sobie parking w moim błotniku :-/ a treningiem wpadłam do domu. W zasadzie tylko po płetwę i resztę gratów. Nie wiem co będzie... Od kliku dni moje samopoczucie zamiast poprawiać się i rosnąć w siłę pogarsza się... Zamiast łapać szczyt formy zabiegam o to by nie stracić jej resztek i zdołać coś z siebie wycisnąć. Tak... "wycisnąć" to w tych okolicznościach bardzo negatywne stwierdzenie. Nie powinno tak być, że resztką sił rzucam się i miotam pomiędzy wynikami. Zegar nieubłagalnie odmierza czas do następnego weekendu... w który startuję na Mistrzostawach Polski we Freedivingu. Z motyką na słońce? Tak, mniej więcej tak to wygląda. Inwalida jedzie na zawody. Dobre sobie....
Ale jak obiecałam - nie poddam się walkowerem. Mimo, że jest krucho - wystartuję. Postaram się na ile mogę, a potem czas pokaże co się wydarzy. Czy zacznę ten sport traktować czysto amatorsko i dla przyjemności czy dalej biec za wynikiem i kolejnym PB? Nie wiem. Na razie jest duże ciśnienie... bardzo duże.
Po dzisiejszej terapii wiem, że mam o 2 problemy mniej, przynajmniej na ten moment. Odnawiający się problem podejrzenia o guza piersi (tak.. kolejnego) i zapalenie wyrostka robaczkowego. Ani jedno ani drugie mi nie grozi ;) Pierwsze to powięź i stres, drugie to przyczep mięśnia. Zostaje jeszcze standard - kochane biodro; zespół górnego otworu klatki piersiowej i niezidentyfikowana sprawa w prawym barku oraz najbardziej dokuczliwe - problem "skróconej" przepony, która powoduje oszałamiający ból odcinka lędźwiowego i brzucha. Jakże miło, jakże, hm.. zajmująco - można by powiedzieć.
Pakuję graty, ołów, płetwę i jadę na trening. Dziś z innym nastawieniem. Nie będę z sobą walczyć, ale postaram się zrozumieć swoje ciało i jakoś mu pomóc, może pokonam ból, albo przynajmniej uda mi się w nim wytrwać trochę dłużej niż ostatnio... Móc znów zrobić powyżej 4 minut w statyce... to ostatnio brzmi jak odległa bajka, jak marzenie niemalże..
Czas pokaże.

czwartek, 10 marca 2011

10.III.2011 Metry

/basen/

Po kilku dniach w suszu wróciłam do wody. Wreszcie poczułam swoją płetwę. Integralnie, ze mną, jak własny ogon :)

To był baaaardzo dobry trening :) :)

wtorek, 22 lutego 2011

21.II.2011. Wishful thinking

/mieszkanie/

Tydzień użerałam się z nogą. Biodrem, kolanem, barkiem... bark boli nadal..
Jakoś się dogadałyśmy ;)
"Dogadanie" poskutkowało złamaniem bariery 100 m w DYN w nowej monopłetwie.
Dobrze, będzie dobrze. Polubimy się :)
Siły nogo. Spokoju głowo. I cierpliwości Katjo ;)

sobota, 12 lutego 2011

12.II.2011 Powitanie Słońca

/basen/

Znowu w wodzie. Po wczorajszym małym delikatnym rozpływaniu - znów na stopach monopłetwa. Ciało nadal nie czuje wody. Stretching, relaksacja, spokojna wentylacja - opornie i nienaturalnie. Ponadto już podczas małego stretchingu w domu podczas porannej sekwencji "powitania Słońca" wywołałam w prawym barku lawinę bólu - COŚ powróciło. Na basenie ból tradycyjnie "rozlał" się na całą prawą stronę pleców, szyję, prawą rękę a nawet pierś. Cudownie! :-/ Wchodzę do wody. Tory zapchane. Wściekam się coraz bardziej, nic nie idzie jak powinno. Łapsko boli, o biodrze wolę nie myśleć, stresuję się, że uderzę kogoś w wodzie płetwami albo co gorzej monówką... Zrobiłam tylko 50 m w płetwach, zaraz potem 100 w płetwach, 70 w monopłetwie i niewielką odległość DNFa na samych rękach. Mało. Z zmęczenie spore.
Po powrocie do domu, przydźwiganiu wszystkich gratów, pianek, ołowiu, mokrych ręczników na drugie piętro bolał już każdy centymetr ciała. Padłam jak muszka spać na około 3 godziny. Teraz zapewne nie zasnę do 3 w nocy... :-/

Potrafię zrozumieć ból biodra i akceptować go. Ból COSia jest niepojęty, nieakceptowalny i coraz bardziej znienawidzony. Nic, ale to nic nie da się z nim zrobić. Przychodzi kiedy chce i zostaje na tak długo jak mu się podoba :( Tyle, że trenowanie z bólem nie tylko w biodrze ale całej reszcie wyżej po ten samej stronie to już lekka przesada.... Ile będę się jeszcze z sobą użerać? Heh... coś mi mówi, że taki już mój urok - zawsze.

środa, 9 lutego 2011

07.II.2011. Extremalnie

/na jeziorze/

Ponoć pod lodem jest pięknie :) Słyszałam to dziś kilka razy... wierzę...
Nie zeszłam. Jako nieliczna ze sporej grupy nurkowej. Sędziowałam zawody. Kilka godzin w deszczu na zamarzniętym jeziorze. Przepiękna sceneria. Wspaniałe wspomnienia.

Teraz musimy jakoś pogodzić się z biodrem... Nie idzie nam najlepiej od kilku dni. "Nie najlepiej" - to dyplomacja.. chciałabym określić dokładniej, ale po co?

Monopłetwa wisi sucha na ścianie już drugi tydzień... Sucha.. no właśnie..
A u mnie brak sił do walki. Brak chęci.. sił przede wszystkim.
Znowu przypomniałam sobie w całej niesamowitej krasie jak wyśmienicie potrafi boleć własny staw...
Jak extremallnie.....








foto: Katja, Mirmur, Mieszko

piątek, 4 lutego 2011

3.II.2011 Ice, ice ice!

/mieszkanie/

Jutro o świcie wyjazd na Kaszuby. Cel: nurkowanie podlodowe :) Eh......! Nie, niestety aż tak pięknie nie będzie, bo mimo wielkiej ochoty tym razem nie zejdę pod lód... Żeby móc pobawić się w ten niezwykły sposób trzeba wyposażyć się w skrojoną jak frak na wymiar piankę. Woda i tak się wlewa, ale nie tak jak w zwykłych piankach scuba. A z moją zaburzoną trofiką w nodze, ciągłym brakiem czucia w jednym odcinku a z kolei i nadwrażliwością na zimno w innym... wolę nie myśleć jak bym marzła. Będzie pięknie! Tym razem w roli widza, asekuracji itp będę drużbić przy przeręblu czuwając nad bezpieczeństwem zawodów.

Pod lodem musi być fenomenalnie. Mam tylko mgliste pojęcie o tym.. ale kiedyś... pewnie za rok też wystartuję w extremalnych podlodowych zawodach free.

Jak jest pod lodem? Ano tak:

poniedziałek, 31 stycznia 2011

31.I.2011 Cudny biały tydzień

/trasa/

Wracam z pięknej i śnieżnej Austrii rozmyślając o fantastycznym i niestety minionym już urlopie... To pierwsze od dobrych kilku lat narty w starej sprawdzonej i poczciwej Austrii. Jak zawsze "ordnung" i dopieszczone detale w kwaterach sprawiły, że pobyt był przyjemny. Dobrze znane trasy jednego z ulubionych regionów sprawiły sporo radości. To pierwszy wyjazd od około 3-4 lat bez prochów... Do tej pory standardem "by pojeździć" był proch rano, proch w południe... Smutne. Tym razem nic. To nie znaczy, że biodro nie dokuczało... Pacyfikowałam je swoim sprawdzonym ćwiczeniem 111. Jestem wielce zaskoczona, że tak dobrze zniosło tydzień ostrej jazdy, nierzadko w trudnych warunkach i kopnym śniegu. Najbardziej dokuczliwa była podróż.. jak zawsze po 12 godzinach jazdy samochodem moja mina pozostawiała wiele do życzenia...

:) Jestem zadowolona. Bardzo zadowolona. Myślę, że dobrze nam razem będzie jeszcze szmat czasu. Zostajemy razem. Ja i moja noga. Może nie ma między nami wielkiej miłości, ale przywiązanie kolosalne ;)
















poniedziałek, 17 stycznia 2011

16.I.2011 Według planu

/basen/

To był dobry trening :)))))
Ale według planu treningowego, przynajmniej do czasu marcowych Mistrzostw Polski o wynikach cicho sza :) Dlaczego? Bo tak wymyśliłam i już :)

"Stara" noga jakoś współgra. Czy boli? Tak, niestety od ponad tygodnia trzyma mnie w ryzach i pilnuje żebym nie miała zbyt lekko :-/ Za 5 dni wsiadam w samochód i ruszam odświeżyć nieco ślizgi nart... Boję się sama siebie. Tego, że znowu wszystko będzie "na całość", pełnymi garściami i bez hamulców. A potem odchoruję swoje :-/ Jak zawsze...
Ale.... nie mogę już się doczekać :)))

Dziś, w sklepie kiedy kupowałam nowe okularki pływackie złapałam się na tym, że odruchowo myszkuję tylko w działach związanych z pływaniem, nurkowaniem, woda... Kiedyś, jeszcze niedawno w ogóle tam nie zaglądałam. Te działy mogły nie istnieć. No, może poza nartami wodnymi... Za to mozolnie rejestrowałam wszystkie nowinki z działów sportów zimowych. I tak było zawsze. Bezsprzecznie. Nieodwołalnie. Absolutnie.
Ludzie się zmieniają. Ale żebym ja? Tak szybko? Tak diametralnie? Nieee, niemożliwe :)

sobota, 15 stycznia 2011

14.I.2011 Niejeden raz :)

/basen/

I jest! Powtórka z zawodów. Strzeliłam 100 m w DYN :) Teraz już nie myślę, że to był przypadek, jednorazowa sprawa, coś czego już nie powtórzę. Powtórzę! I to jeszcze wieeeele razy. Jak to bardzo "po ludzku" bywa jest też coś czego żałuję... Że nie odbiłam się od ściany po tej setce... W niedzielę przed śniadaniem znów zaatakuję metry. Jutro z rana grzecznie statyka. Będzie miło, jeśli przekroczę choć o sekundę 4:31 min.
Czy jestem zafiksowana na tym co robię? Tak, pewnie tak. Ale przynosi mi to tyle radości, tyle uśmiechu i emocji, że nie wyobrażam sobie by tego nie robić.
Dziś po raz któryś ktoś znajomy zadał mi pytanie " czy na tym twoim freedivingu coś zarabiasz?" Rozbawiłam się.. niemal do łez. To chyba ostatni sport, na którym można by zarabiać. A pomijając kwestie finansów w sporcie, to czy wszystko co w życiu robi się z oddaniem i poświęca temu każdą wolną chwilę musi przynosić materialne zyski? Jeśli tak świat jest ułożony, to jestem niebywałym odmieńcem, bo większość zajęć, w które się angażuję generują koszty - nie zyski. I co najciekawsze - przynosi mi to nieopisane szczęście :)

czwartek, 13 stycznia 2011

13.I.2011 STA

/basen/

4:31 STA.

Utrzymuję rezultat. Zmieniłam konwencję treningu.
Hm...............

Czy w ciągu najbliższego miesiąca regularnego treningu dojdę do 5 min? ;)

PS. 1. Po osiągnięciu 4 obiecałam sobie spory czas temu "w nagrodę" tatuaż ;) Hm.... kusząca sprawa.... ;)

PS. 2. Dobra passa i wyniki pozwalają mi zapomnieć o kopniakach jakie dostaję od biodra.

PS. 3. Za tydzień wyjazd na narty.... a ja tkwię w kompletnie innym harmonogramie treningowym... czy to się uda?

PS. 4. Wieczorami, kiedy wracam do domu mój mężczyzna sprawdza czy mam już błonę między palcami... i odpytuje z tabliczki mnożenia....

środa, 12 stycznia 2011

11.I.2011 Hossa :)

/basen/

Biodro znowu daje mi w tyłek wiec i tak siedzę w zbiorniku (jak to mówią znajomi), tyle, że skupiam się na statyce. Dziś ustanowiłam swoje Personal Best :) Przebiłam się przez długo oczekiwane 4 minuty. Miały w końcu paść no i pękły. Wynik: 4.30  :)

Czyżby dobra passa wróciła? Czyżbym niebawem powtórzyła moją magiczną setkę w płetwach? Od miesiąca o niczym innym nie marzę :)














Patric Musimu. PB STA ponad 8 min.