Eh.. Mięśnie pośladkowe (albo i inne, ciężko wyczuć) prawej nogi bolą jak diabli. Ostatnio wchodząc po schodach do mieszkania (tutaj bez kul) na tyle zareagowały bólem, że stanęłam pomiędzy piętrami i zastanawiałam się co jest grane i jak wejdę na górę? Wcześniej owszem, zdarzało, się, że bolało ale inaczej i nie aż tak. To chyba zwyczajnie niewydolność albo jakiś konflikt pomiędzy mięśniami w prawym gnaciku. Cieszę się, że to mięśnie. To nie uspokaja. Gdyby ból pochodził od kości.. eh..
Tak jak ostatnio było nieźle, tak od 3-4 dni jest gorzej. W sensie czuję się połamana, wszystko boli, jak u starowinki co najmniej stuletniej.. jak nie starszej. Najbardziej jest irytujący przejmujący ból kolana lewej nogi (ostatnio operowanej). Nie jest to ból punktowy, ale rozlewa się na całe kolano. Pioruńsko dokuczliwy szczególnie podczas chodzenia. Pomiędzy grzebaniem na forum a w dziennikach ustaw pomyślałam sobie, że to wszystko może mieć przyczynę w słodkich 12 kilogramach, które w weekend parę razy brałam na ręce, dźwigałam... No bo jak tu nie wziąć takiego "klocka" kiedy małe kochane łapki wyciągnięte do góry o to proszą, a małe usteczka nieporadnie próbują powiedzieć: "ciocia". Hm.. z reguły brzmi jak: "doda" ale co tam, nie będę zagłębiać się w szczegóły ;-)
Przed momentem wyskoczyłam z wanny-jak zawsze z wymiętoszoną od wody książką. Moja manta na plecach jest już zagojona więc powoli uczę ją pływać ;-) Oj, z tego co widzę - wprost kocha wodę! Niebawem będziemy musiały wybrać się na jakieś większy akwen niż wanna ;-) Czuję, że jeśli jej nie zabiorę nie da mi spokoju.Ciągle słyszę jak mruczy tam z tyłu: "Chodź, pojedziemy gdzieś popływać, eh, ponurkowałabym, może jakaś rafka? Co Ty na to, dawaj, no przecież wiem, że też chcesz!"
No po prostu czuję, że jeszcze moment a ulegnę!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolano. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 lipca 2009
środa, 7 stycznia 2009
07.I.2009. 3 miesiące po ganzu
/przychodnia/
W poczekalni tłumy, jak zawsze. Jest taki jeden wesolutki, śmieszny chłopczyk. Żartuje i wygłupia się z zupełnie nieznaną sobie panią, która też czeka. Ma jakiś 5 lat. Odważny i rezolutny. Ja czekam, on wchodzi pierwszy. Po dłuższej chwili słychać buńczuczne okrzyki zza drzwi i alarm: "Ja nie chce tych butów! Ja nie chce tych butów!!". Biedaczysko. Butów nie chciał nawet po wyjściu od profesora. Na korytarzu krzyczał w niebo głosy. Takie małe gardło a dało taki koncert, że aż włosy stawały dęba. Widać nie podobały mu się buty ;-) Albo przemakały mu - tak jak moje wysłużone buciory ;-) Po jakiś 15 minutach przyszła moja kolej. Profesor jak zawsze pełen wigoru, tryskający energią i optymizmem :-) Ile razy go widzę, tyle razy nie mogę się nadziwić. Przy okazji kontroli dowiedziałam się, że powiększyło się grono czytelników mojego bloga ;-) Pozdrowienia dla czytających!
Obejrzał najnowsze fotki biodra. Potem zrobił USG. Powiedział, że wszystko już się zrosło i jest w porządku. Nawet ja zauważyłam różnice między zdjęciem z listopada a tym najnowszym. Świetnie :-) Przemaszerowałam przez gabinet. Uśmiech na ustach profesora: "Super!". I ja się cieszyłam. Minęły równe 3 miesiące od pamiętnego dnia operacji prawego biodra. Wszystko biegnie pozytywnym torem.
Niestety dokładnie omówiliśmy też kwestię drugiego biodra... jednak także trzeba je ciąć. Miałam cień nadziei, że jednak nie... Myślałam: nie boli mnie w zasadzie nigdy, więc chyba nie trzeba, może wytrzyma i nie będzie mi dokuczać?. Ale trzeba. I to szybko. Zwlekanie doprowadzi do takiej sytuacji jak było z prawym biodrem- było już na tyle "zmęczone", że jeszcze chwilka a na osteotomię byłoby za późno. Zwlekając czekałaby mnie pewnie endoproteza albo kapoplastyka. Hm... jak trzeba to trzeba :-( Początkowo profesor zaproponował termin marcowy, ale przecież ja mam na marzec duuuuuże plany. Przełom marca i kwietnia to francuskie Alpy i tydzień szaleństwa na nartach, a przełom kwietnia i maja to też szaleństwo, tyle że pod woda Morza Czerwonego :-) Tak więc padło na maj.. piękny miesiąc.. Maj to miesiąc moich urodzin.. miesiąc urodzin mojego Tomasza... miesiąc naszej pierwszej randki... 5,5 roku temu... Piękny miesiąc... Wypada głęboko westchnąć i pomyśleć, że od tego roku miesiąc maj dodatkowo będzie kojarzył się z czymś jeszcze - kolejnym remontem, zabiegiem, dzięki któremu mam nadzieję już do końca życia pozbyć się problemu chorych bioder. Problemu, który czasem spędzał sen z powiek, nie tylko mi, ale też na pewno moim rodzicom i najbliższym. Muszę wziąć to za dobrą monetę. Przestać myśleć kategoriami, że TEN maj będzie smutny i bolesny. Inaczej: TEN maj przyniesie pozytywną zmianę, która odbije się wielkim echem na całym moim życiu. I tak trzymaj... powtarzam sobie w myślach.. tak trzymaj!
Po kontroli w przychodni pojechaliśmy na zakupy. Profesor mówił, że czas przymierzyć obcasy ;-) A w sklepach noworoczne przeceny. Obcasów nie kupiłam (już od 2 lat nie wiem co to buty na obcasie, ale spokojnie, wszystko z czasem :-) ). Usilnie szukałam za to zimowych butów salomona, które sobie ubzdurałam. Mmmm... ciepluchne, z antypoślizgową podeszwą. Znając życie, pewnie jak większość rzeczy kupię je w necie. Chodzenie po jednym z największych warszawskich sklepowych molochów dało mi w kość. Dosłownie... Naturalnie dało, bo tak jak sobie obiecałam, od 7 stycznia kule poszły w kąt, a dokładniej leżały na tylnym siedzeniu samochodu. Nie jestem z siebie zadowolona. Profesor był, ale ja nie jestem :-( Po 3 miesiącach od operacji byłam pewna, że będę już latać! A tymczasem przy chodzeniu jednak boli.. Dziś zaczęło się po przejściu jakiś 400 metrów. I to w całej linii - kręgosłup, biodro, kolano... Naprawdę wierzyłam, że będę silniejsza, ufałam, że po 3 miesiącach będę już "normalna". Przede mną wciąż jeszcze sporo pracy. A tak, tak, wiem, jutro czeka mnie lanie na rehabilitacji. Pan Piotr pewnie powie, że jeszcze nie jestem na to gotowa. Ale gdyby wiedział jak bardzo nienawidzę już tych kul! Przez nie jestem jak jedna wielka niezgrabna klucha! A przy okazji mojego rehabilitanta - kochany Pan Piotr mimo swojej choroby postanowił specjalnie dla mnie przyjechać jutro do ośrodka na zajęcia. Aż serce rośnie. Mam nadzieję, że nie pogorszy to jego samopoczucia i nie rozchoruje się przeze mnie na dobre.
Późno już, po północy. Mój Tomek w garażu ;-) Ja pod kocem z laptopem na kolanach. Czas iść spać. Jutro rehabilitacja a potem fura gości w domu, miłych gości :-) Cieszę się. Dobranoc.
PS. Jutro krótko opiszę jak wygląda wyciąganie śrubek - niektórzy mnie o to pytali :-)

foto by net
W poczekalni tłumy, jak zawsze. Jest taki jeden wesolutki, śmieszny chłopczyk. Żartuje i wygłupia się z zupełnie nieznaną sobie panią, która też czeka. Ma jakiś 5 lat. Odważny i rezolutny. Ja czekam, on wchodzi pierwszy. Po dłuższej chwili słychać buńczuczne okrzyki zza drzwi i alarm: "Ja nie chce tych butów! Ja nie chce tych butów!!". Biedaczysko. Butów nie chciał nawet po wyjściu od profesora. Na korytarzu krzyczał w niebo głosy. Takie małe gardło a dało taki koncert, że aż włosy stawały dęba. Widać nie podobały mu się buty ;-) Albo przemakały mu - tak jak moje wysłużone buciory ;-) Po jakiś 15 minutach przyszła moja kolej. Profesor jak zawsze pełen wigoru, tryskający energią i optymizmem :-) Ile razy go widzę, tyle razy nie mogę się nadziwić. Przy okazji kontroli dowiedziałam się, że powiększyło się grono czytelników mojego bloga ;-) Pozdrowienia dla czytających!
Obejrzał najnowsze fotki biodra. Potem zrobił USG. Powiedział, że wszystko już się zrosło i jest w porządku. Nawet ja zauważyłam różnice między zdjęciem z listopada a tym najnowszym. Świetnie :-) Przemaszerowałam przez gabinet. Uśmiech na ustach profesora: "Super!". I ja się cieszyłam. Minęły równe 3 miesiące od pamiętnego dnia operacji prawego biodra. Wszystko biegnie pozytywnym torem.
Niestety dokładnie omówiliśmy też kwestię drugiego biodra... jednak także trzeba je ciąć. Miałam cień nadziei, że jednak nie... Myślałam: nie boli mnie w zasadzie nigdy, więc chyba nie trzeba, może wytrzyma i nie będzie mi dokuczać?. Ale trzeba. I to szybko. Zwlekanie doprowadzi do takiej sytuacji jak było z prawym biodrem- było już na tyle "zmęczone", że jeszcze chwilka a na osteotomię byłoby za późno. Zwlekając czekałaby mnie pewnie endoproteza albo kapoplastyka. Hm... jak trzeba to trzeba :-( Początkowo profesor zaproponował termin marcowy, ale przecież ja mam na marzec duuuuuże plany. Przełom marca i kwietnia to francuskie Alpy i tydzień szaleństwa na nartach, a przełom kwietnia i maja to też szaleństwo, tyle że pod woda Morza Czerwonego :-) Tak więc padło na maj.. piękny miesiąc.. Maj to miesiąc moich urodzin.. miesiąc urodzin mojego Tomasza... miesiąc naszej pierwszej randki... 5,5 roku temu... Piękny miesiąc... Wypada głęboko westchnąć i pomyśleć, że od tego roku miesiąc maj dodatkowo będzie kojarzył się z czymś jeszcze - kolejnym remontem, zabiegiem, dzięki któremu mam nadzieję już do końca życia pozbyć się problemu chorych bioder. Problemu, który czasem spędzał sen z powiek, nie tylko mi, ale też na pewno moim rodzicom i najbliższym. Muszę wziąć to za dobrą monetę. Przestać myśleć kategoriami, że TEN maj będzie smutny i bolesny. Inaczej: TEN maj przyniesie pozytywną zmianę, która odbije się wielkim echem na całym moim życiu. I tak trzymaj... powtarzam sobie w myślach.. tak trzymaj!
Po kontroli w przychodni pojechaliśmy na zakupy. Profesor mówił, że czas przymierzyć obcasy ;-) A w sklepach noworoczne przeceny. Obcasów nie kupiłam (już od 2 lat nie wiem co to buty na obcasie, ale spokojnie, wszystko z czasem :-) ). Usilnie szukałam za to zimowych butów salomona, które sobie ubzdurałam. Mmmm... ciepluchne, z antypoślizgową podeszwą. Znając życie, pewnie jak większość rzeczy kupię je w necie. Chodzenie po jednym z największych warszawskich sklepowych molochów dało mi w kość. Dosłownie... Naturalnie dało, bo tak jak sobie obiecałam, od 7 stycznia kule poszły w kąt, a dokładniej leżały na tylnym siedzeniu samochodu. Nie jestem z siebie zadowolona. Profesor był, ale ja nie jestem :-( Po 3 miesiącach od operacji byłam pewna, że będę już latać! A tymczasem przy chodzeniu jednak boli.. Dziś zaczęło się po przejściu jakiś 400 metrów. I to w całej linii - kręgosłup, biodro, kolano... Naprawdę wierzyłam, że będę silniejsza, ufałam, że po 3 miesiącach będę już "normalna". Przede mną wciąż jeszcze sporo pracy. A tak, tak, wiem, jutro czeka mnie lanie na rehabilitacji. Pan Piotr pewnie powie, że jeszcze nie jestem na to gotowa. Ale gdyby wiedział jak bardzo nienawidzę już tych kul! Przez nie jestem jak jedna wielka niezgrabna klucha! A przy okazji mojego rehabilitanta - kochany Pan Piotr mimo swojej choroby postanowił specjalnie dla mnie przyjechać jutro do ośrodka na zajęcia. Aż serce rośnie. Mam nadzieję, że nie pogorszy to jego samopoczucia i nie rozchoruje się przeze mnie na dobre.
Późno już, po północy. Mój Tomek w garażu ;-) Ja pod kocem z laptopem na kolanach. Czas iść spać. Jutro rehabilitacja a potem fura gości w domu, miłych gości :-) Cieszę się. Dobranoc.
PS. Jutro krótko opiszę jak wygląda wyciąganie śrubek - niektórzy mnie o to pytali :-)

foto by net
sobota, 29 listopada 2008
29.XI.2008. Krótko, na temat
/mieszkanie/
1) Noga bez zmian. Przy prawidłowym chodzeniu (według zaleceń rehabilitanta) kolano i biodro dokuczają...
2) Moja postawa i chód są już lepsze, kontroluję to co robię i myślę, myślę, myślę. Każdy krok i ruch miednicą wykonywany jest w skupieniu. Ćwiczę - też w skupieniu.
3) Byłam na saunie infrared - przyjemna sprawa. Pomogło uśmierzyć ból, który od kilku dni świdrował lewy bark, szyję i łopatkę. Operowane biodro także pozytywnie się rozgrzało. Kupiłam sobie fantastyczną sól do kąpieli z przeznaczeniem leczniczym. (może dziś ją wytestuję?)
4) Jesienny nastrój i pewnego rodzaju dolinka utrzymują się nadal. No.., może na moment poprawiła je wizyta u ulubionego fryzjera ;-)
5) Robię dynamiczne plany, postanowienia, co do rzeczy które chcę w najbliższej przyszłości zrealizować.. angielski, warsztaty garncarskie, modyfikacja swojego sklepu internetowego...
6) Powoli wpadam w wir gwiazdkowości i prezentowości ;-) W końcu jeśli nie chce robić wszytkiego na ostatni moment to trzeba już teraz zaplanować co i komu sprezentować. A robienie innym prezentów i sprawianie przyjemności i wymyślanie pomysłów jest jednym z moich ulubionych zajęć. Startuję z tym juz teraz, bo zakupy, chodzenie po sklepach itd zajmuje mi znacznie więcej czasu niż kiedyś ;-) Dobrze, że jest taki wynalazek jak Ebay i Allegro ;-)
7) Koniec pisania. Zmykam do siostrzenicy, małego gryzonia z czterema zębami :-)

foto by Katja VIII.2008.
1) Noga bez zmian. Przy prawidłowym chodzeniu (według zaleceń rehabilitanta) kolano i biodro dokuczają...
2) Moja postawa i chód są już lepsze, kontroluję to co robię i myślę, myślę, myślę. Każdy krok i ruch miednicą wykonywany jest w skupieniu. Ćwiczę - też w skupieniu.
3) Byłam na saunie infrared - przyjemna sprawa. Pomogło uśmierzyć ból, który od kilku dni świdrował lewy bark, szyję i łopatkę. Operowane biodro także pozytywnie się rozgrzało. Kupiłam sobie fantastyczną sól do kąpieli z przeznaczeniem leczniczym. (może dziś ją wytestuję?)
4) Jesienny nastrój i pewnego rodzaju dolinka utrzymują się nadal. No.., może na moment poprawiła je wizyta u ulubionego fryzjera ;-)
5) Robię dynamiczne plany, postanowienia, co do rzeczy które chcę w najbliższej przyszłości zrealizować.. angielski, warsztaty garncarskie, modyfikacja swojego sklepu internetowego...
6) Powoli wpadam w wir gwiazdkowości i prezentowości ;-) W końcu jeśli nie chce robić wszytkiego na ostatni moment to trzeba już teraz zaplanować co i komu sprezentować. A robienie innym prezentów i sprawianie przyjemności i wymyślanie pomysłów jest jednym z moich ulubionych zajęć. Startuję z tym juz teraz, bo zakupy, chodzenie po sklepach itd zajmuje mi znacznie więcej czasu niż kiedyś ;-) Dobrze, że jest taki wynalazek jak Ebay i Allegro ;-)
7) Koniec pisania. Zmykam do siostrzenicy, małego gryzonia z czterema zębami :-)

foto by Katja VIII.2008.
poniedziałek, 3 listopada 2008
03.XI.2008. Teoria kolana
/rodziny dom/
Noga jest coraz silniejsza. Receptory czuciowe na boku uda, które prawie przez 3 tygodnie nie funkcjonowały jak należy praktycznie wróciły do normy. Czuję już normalny dotyk (wcześniej w ogóle nie czułam), jednak nie jest on przyjemny. Dziś dla testu wykonałam siad klęczny (klęknęłam i usiadłam na własnych stopach). Byłam ciekawa czy potrafię to zrobić. Zrobiłam, ale nie dałam rady siedzieć w ten sposób równomiernie na obydwu nogach. Duży ból w prawym kolanie uniemożliwiał równomierne obciążenie obydwu stron ciała. Długo zastanawiałam się dlaczego to kolano tak mi dokucza. I to kolano operowanej nogi a nie przeciwnej, co byłoby zrozumiałe, bo przecież zdrowa noga wykonuje teraz sporą robotę. Ale po dłuższych dywagacjach i podpowiedzi taty doszłam do wniosku, że to dlatego, iż obecnie kolano operowanej nogi jest w innym ułożeniu, pod innym kątem w stosunku do kości udowej. Przecież teraz, moja główka kości udowej zmieniła położenie w stawie, jest mocniej wsunięta i w końcu ma "daszek". To moja własna interpretacja, którą niewątpliwie zweryfikuję na najbliższej kontroli u profesora. Ale "na chłopski rozum" - ma to sens. Tłumaczę sobie, że z czasem kolano "przyzwyczai się" do takiego ustawienia i w pewien sposób skompensuje względem biodra.
Dużo więcej ruszam się i chodzę. Coraz częściej wstając z sofy czy krzesła mam ochotę iść i zapominam o kulach :-) Czasem mam wrażenie, że mogłabym poruszać się już bez nich. Oczywiście dalej ćwiczę. Moje 3 podstawowe ćwiczenia + bierne wspomagające. Małymi kroczkami, co kilka dni odczuwam jakby zwiększenie mięśniowej siły operowanej nogi, tzn. potrafię podnieść ją wyżej i zrobić większą ilość powtórzeń w serii. Teraz robię już po 10 x w każdej z serii.
Bardzo korci mnie basen. Do tego stopnia, że w tym tygodniu, najdalej w następnym (wtedy będzie już miesiąc po osteotomii) na pewno wskoczę do jakiegoś ciepłego basenu potaplać się trochę. Nie wiem czy dam radę pływać, ale poruszanie się w wodzie na pewno dobrze mi zrobi, rozciągnie ścięgna i ewentualne przykurcze.

foto by net
Do odłożenia 1 kuli pozostało mi 15 dni. Z jednej strony to ponad 2 tygodnie... ale z drugiej.. mam trochę stracha, że nie zdążę na tyle wzmocnić nogi... Ale, nie ma co zakładać w ten sposób. Na bank dam rade! W końcu nie bez przyczyny siostra nazywa mnie największym farciarzem w rodzinie ;-) A tak na serio - to wszystko siedzi w naszych głowach. Grunt to chcieć, wierzyć w swoje założenia, w to co chce się osiągnąć i dążyć do tego z pozytywnym nastawianiem, że się uda! No bo czy mogłoby być inaczej? :-)
Noga jest coraz silniejsza. Receptory czuciowe na boku uda, które prawie przez 3 tygodnie nie funkcjonowały jak należy praktycznie wróciły do normy. Czuję już normalny dotyk (wcześniej w ogóle nie czułam), jednak nie jest on przyjemny. Dziś dla testu wykonałam siad klęczny (klęknęłam i usiadłam na własnych stopach). Byłam ciekawa czy potrafię to zrobić. Zrobiłam, ale nie dałam rady siedzieć w ten sposób równomiernie na obydwu nogach. Duży ból w prawym kolanie uniemożliwiał równomierne obciążenie obydwu stron ciała. Długo zastanawiałam się dlaczego to kolano tak mi dokucza. I to kolano operowanej nogi a nie przeciwnej, co byłoby zrozumiałe, bo przecież zdrowa noga wykonuje teraz sporą robotę. Ale po dłuższych dywagacjach i podpowiedzi taty doszłam do wniosku, że to dlatego, iż obecnie kolano operowanej nogi jest w innym ułożeniu, pod innym kątem w stosunku do kości udowej. Przecież teraz, moja główka kości udowej zmieniła położenie w stawie, jest mocniej wsunięta i w końcu ma "daszek". To moja własna interpretacja, którą niewątpliwie zweryfikuję na najbliższej kontroli u profesora. Ale "na chłopski rozum" - ma to sens. Tłumaczę sobie, że z czasem kolano "przyzwyczai się" do takiego ustawienia i w pewien sposób skompensuje względem biodra.
Dużo więcej ruszam się i chodzę. Coraz częściej wstając z sofy czy krzesła mam ochotę iść i zapominam o kulach :-) Czasem mam wrażenie, że mogłabym poruszać się już bez nich. Oczywiście dalej ćwiczę. Moje 3 podstawowe ćwiczenia + bierne wspomagające. Małymi kroczkami, co kilka dni odczuwam jakby zwiększenie mięśniowej siły operowanej nogi, tzn. potrafię podnieść ją wyżej i zrobić większą ilość powtórzeń w serii. Teraz robię już po 10 x w każdej z serii.
Bardzo korci mnie basen. Do tego stopnia, że w tym tygodniu, najdalej w następnym (wtedy będzie już miesiąc po osteotomii) na pewno wskoczę do jakiegoś ciepłego basenu potaplać się trochę. Nie wiem czy dam radę pływać, ale poruszanie się w wodzie na pewno dobrze mi zrobi, rozciągnie ścięgna i ewentualne przykurcze.

foto by net
Do odłożenia 1 kuli pozostało mi 15 dni. Z jednej strony to ponad 2 tygodnie... ale z drugiej.. mam trochę stracha, że nie zdążę na tyle wzmocnić nogi... Ale, nie ma co zakładać w ten sposób. Na bank dam rade! W końcu nie bez przyczyny siostra nazywa mnie największym farciarzem w rodzinie ;-) A tak na serio - to wszystko siedzi w naszych głowach. Grunt to chcieć, wierzyć w swoje założenia, w to co chce się osiągnąć i dążyć do tego z pozytywnym nastawianiem, że się uda! No bo czy mogłoby być inaczej? :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
