Pokazywanie postów oznaczonych etykietą basen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą basen. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 lutego 2009

14.II.2009. Hulajnoga

/mieszkanie/

Za oknem śnieg (no może nie śnieg, ale śnieżek ;-) ) a ja startuję do sklepu zakupić hulajnogę. Tak, hulajnogę. Wiem, że w obliczu zimy to słowo brzmi nieco groteskowo ;-) Zamierzam na niej śmigać na ..... lotnisku!!! Tak, to mogłoby być sporym przeżyciem, nie tylko dla mnie, ale dla ekipy płyty lotniska ;-) Mówiąc serio, początkowo mam zamiar zasuwać na osiedlu - no, może nie swoim ;-) Ponoć (jak mówi mój p. rehabilitant) nie będzie łatwo :-) Nie mogę się doczekać aby to sprawdzić. Może kilka słów dlaczego hulajnoga. Ano dlatego, że uparłam się na łyżwy... Heh, kilka dni temu tak sobie wymyśliłam, że dam już radę. Mój zapał szybko został ostudzony. Pan Piotr wydał kategoryczny zakaz łyżew jako najbardziej urazowej i męczącej aktywności. Za to zaproponował właśnie hulajnogę - jazdę ze zmianą nogi odpychającej co minutę. Ponoć dla zdrowego nic trudnego - jak to się mówi, a dla mnie? Poczekamy, zobaczymy :-)
Dziś też czas na basen, choć pora nie najlepsza, bo sobota, weekend, pewnie ludzi w basenie będzie tyle co sardynek w puszce... :-/

wtorek, 10 lutego 2009

10.II.2009. Dobry dzień

/centrum handlowe/

Maszeruję sobie raźnym krokiem pomiędzy półkami z rybkami i roślinami w jednym ze sklepów centrum handlowego. Szukam ładnej roślinki do naszego nowego akwarium, smacznych larw dla żarłocznych rybek ;-) i kilku innych gadżetów. Tak, mamy nowe śmieszne rybki. tzw. kolcobrzuchy z rodziny rozdymek. Znamy je z rafy koralowej - tzn. ich większe kuzynki. Nasze domowe są maleńkie, ale równie wyjątkowe. Kiedy się wystraszą albo porządnie zdenerwują nadymają się jak piłeczki. Poza tym potrafią patrzeć każdym okiem w inną stronę - jak kameleon. Niesamowite. Żyją w słonej wodzie i uwielbiają różne robale, larwy itp. Okropność ;-) Spaceruję, robię zakupy, w sumie dobre kilka godzin. Czuję się świetnie i mam rewelacyjny humor! Dlaczego? Bo czuję się dobrze, jestem pełna energii, operowana noga sprawuje się wyśmienicie a ja mam wrażenie, że jestem już naprawdę silna. Ostatnie 2 dni były bardzo pozytywne. Ćwiczenia na basenie są świetne a z każdą serią czuję przyrost mięśni ;-) Naprawdę, te dodatkowe zadania w wodzie dużo mi dały. Teraz zwiększam częstotliwość wycieczek na basen. Zresztą dostałam nowe zadania do wykonywania w wodzie, więc mam co robić :-) Dziś na rehabilitacji Pan Piotr był zadowolony z wyników :-) Postępy to i dla mnie duża radość i dla niego, bo moje wyniki są owocami jego ciężkiej pracy. Jestem mu bardzo wdzięczna za czas jaki mi poświęca. Dobry rehabilitant jest na wagę złota, można mu całkowicie zaufać, mieć poczucie bezpieczeństwa a przy swoim zaangażowaniu w terapię i pracy cieszyć się sukcesami. Dziś ku własnemu zaskoczeniu zauważyłam, że nie tylko noga zyskała masy mięśniowej ale również brzuch! Cieszę się, bo szczególnie boczne mięśnie brzucha "pod palcem" są naprawdę twarde, a wcześniej mogłam tylko o tym pomarzyć.
Tak, dzisiejszy dzień jest jednym z milszych :-) Zaszalałam na zakupach, jak zwykle nie mogłam oprzeć się kilku parom kolczyków.. mam do nich słabość... Uszczupliłam też portfel o sweterek i książkę dla mojego mężczyzny. Udane zakupy cieszą. Po całym dniu poza domem zmachana (ale mniej niż sądziłam) wróciłam do domu aby skrzętnie zamontować roślinkę w akwarium i zobaczyć nowe robale, które kupiłam. Robale były strzałem w dziesiątkę! Hhahaha, jak one je wcinały! Ich brzuchy zrobiły się wielkie jak baloniki!
Jutro znów wyruszam na basen. Tym razem będzie to typowo babski wyskok :-) 4 laski, w tym jedna zaledwie 12-sto miesięczna ;-) Ok, zmykam do garażu poszukać obudowy wodnej do aparatu, trzeba uwiecznić tego brzdąca w wodzie, to będzie jej debiut! Już nie mogę się doczekać.



foto: net

czwartek, 13 listopada 2008

13.XI.2008. Basen

/rodzinny dom/

:-) W końcu! Po kilku nieudanych próbach wystartowania na basen (zawsze coś krzyżowało mi plany, a to brak czasu, samochodu, kiepskie godziny otwarcia pływalni itd.) w końcu ku wielkiej uciesze popluskałam się w wodzie. Wybrałyśmy się we dwie z mamą. Nasz wybór padł na mały basen z gadżetami do masowania typu bicze wodne, hydromasaże i inne. Co prawda wody miałyśmy po pas ale jak na początek w zupełności wystarczyło. W końcu nie pojechałam tam aby pokonać trzydzieści odległości basenu nienagannym stylem motylkowym, którego pozazdrościłaby nawet Otylia ;-) W wodzie było wspaniale. Wymachiwałam nogą na wszystkie strony. Wymasowałam plecy, stopy i delikatnie moją nogę po remoncie na każdym z dostępnych urządzeń. Świetna sprawa. Popływałam trochę żabką (to był test w ciemno bo nie wiem czy powinnam już wykonywać takie ruchy- ale wszystko było ok, zero bólu) i na plecach. Korciło mnie jeszcze, żeby pójść na saunę, ale miałyśmy za mało czasu. Po godzince spędzonej na basenie czułam się tak zmęczona jakbym od świtu do zmierzchu pływała na rafie zmagając się co najmniej ze sporymi falami przypływu ;-) Jeszcze duuuużo przede mną pracy i ćwiczeń żeby wrócić do formy. Ale nie jest źle!

Pisząc słucham dobrego i nieśmiertelnego Alice in Chains oraz Mad Season. Idealne do małego szaleństwa za kółkiem na ładnej drodze;-) Pojutrze pożegnam znów na jakiś czas rodzinny dom i wracam do siebie i (mam nadzieję stęsknionego) mężczyzny. Jestem niesamowicie ciekawa czy zaskoczy mnie jakąś przyjemną niespodzianką ;-) Jak świat stary kobiety zawsze chcą być mile zaskakiwane i adorowane :-) Tak to już jest poukładane. Ale nie widzę w tym nic złego. Może zabierze mnie i mojego kulaska do teatru? Albo jeśli pogoda na to pozwoli uda mi się go jakimś cudem przekonać (wiem, że marne szanse, ale próbować trzeba) i zgodzi się żebym wsiadła na motor! Wypadało by ładnie zakończyć ten sezon i nie widzę powodu żebym miała z tego rezygnować :-) Poczekamy, zobaczymy. Na pewno nie będzie nudno. Bo przecież nigdy razem nie jest nam nudno :-)


Tom



foto by Katja&Tom 2007/2008

poniedziałek, 3 listopada 2008

03.XI.2008. Teoria kolana

/rodziny dom/

Noga jest coraz silniejsza. Receptory czuciowe na boku uda, które prawie przez 3 tygodnie nie funkcjonowały jak należy praktycznie wróciły do normy. Czuję już normalny dotyk (wcześniej w ogóle nie czułam), jednak nie jest on przyjemny. Dziś dla testu wykonałam siad klęczny (klęknęłam i usiadłam na własnych stopach). Byłam ciekawa czy potrafię to zrobić. Zrobiłam, ale nie dałam rady siedzieć w ten sposób równomiernie na obydwu nogach. Duży ból w prawym kolanie uniemożliwiał równomierne obciążenie obydwu stron ciała. Długo zastanawiałam się dlaczego to kolano tak mi dokucza. I to kolano operowanej nogi a nie przeciwnej, co byłoby zrozumiałe, bo przecież zdrowa noga wykonuje teraz sporą robotę. Ale po dłuższych dywagacjach i podpowiedzi taty doszłam do wniosku, że to dlatego, iż obecnie kolano operowanej nogi jest w innym ułożeniu, pod innym kątem w stosunku do kości udowej. Przecież teraz, moja główka kości udowej zmieniła położenie w stawie, jest mocniej wsunięta i w końcu ma "daszek". To moja własna interpretacja, którą niewątpliwie zweryfikuję na najbliższej kontroli u profesora. Ale "na chłopski rozum" - ma to sens. Tłumaczę sobie, że z czasem kolano "przyzwyczai się" do takiego ustawienia i w pewien sposób skompensuje względem biodra.
Dużo więcej ruszam się i chodzę. Coraz częściej wstając z sofy czy krzesła mam ochotę iść i zapominam o kulach :-) Czasem mam wrażenie, że mogłabym poruszać się już bez nich. Oczywiście dalej ćwiczę. Moje 3 podstawowe ćwiczenia + bierne wspomagające. Małymi kroczkami, co kilka dni odczuwam jakby zwiększenie mięśniowej siły operowanej nogi, tzn. potrafię podnieść ją wyżej i zrobić większą ilość powtórzeń w serii. Teraz robię już po 10 x w każdej z serii.
Bardzo korci mnie basen. Do tego stopnia, że w tym tygodniu, najdalej w następnym (wtedy będzie już miesiąc po osteotomii) na pewno wskoczę do jakiegoś ciepłego basenu potaplać się trochę. Nie wiem czy dam radę pływać, ale poruszanie się w wodzie na pewno dobrze mi zrobi, rozciągnie ścięgna i ewentualne przykurcze.


foto by net

Do odłożenia 1 kuli pozostało mi 15 dni. Z jednej strony to ponad 2 tygodnie... ale z drugiej.. mam trochę stracha, że nie zdążę na tyle wzmocnić nogi... Ale, nie ma co zakładać w ten sposób. Na bank dam rade! W końcu nie bez przyczyny siostra nazywa mnie największym farciarzem w rodzinie ;-) A tak na serio - to wszystko siedzi w naszych głowach. Grunt to chcieć, wierzyć w swoje założenia, w to co chce się osiągnąć i dążyć do tego z pozytywnym nastawianiem, że się uda! No bo czy mogłoby być inaczej? :-)