Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rehabilitanta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rehabilitanta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2009

25.VI.2009 Gruszkowaty!!

/samochód/

Jadę i myślę o tym co dziś się wydarzyło. A wydarzyło sporo. Pomijam fakt długiej podróży ze Śląska. Po dojechaniu do celu popędziłam na rehabilitację. Cel - zlikwidowanie bólu z pośladku! Już wiem co za upierdliwość dokuczała mi przez tak długi czas. To mięsień gruszkowaty. Obolały, zmiętoszony i zbuntowany. Gruszkowaty biegnie od kości krzyżowej a przyczepia się do wierzchołka krętarza. Mój gruszkowaty wymagał interwencji. Zdecydowanej pomocy mojego rehabilitanta była w odczuciu mało komfortowa ;-) ale pomogła na dłuuuugo. Ból zniknął :-) Może jeszcze się pojawić, to nie tak hop siup, dlatego muszę uciskać wskazaną okolicę aby rozmasować głęboko położony gruszkowaty. Strasznie się cieszę, że to nic poważnego. Bałam się, że to coś związanego z kośćmi... Uffff.

Operowana w poniedziałek we Wrocławiu Ania ("gościnna" osteotomia profesora) czuje się już dobrze i prawdopodobnie jutro wraca do domu. Z kolei Bożenka, która we wtorek otrzymała komplet 3 śrubek wyjętych ze swojego biodra po poprawionej morfologii stanęła już do pionu i jutro startuje zaliczać schody :-) Cieszę się, dziewczyny idą jak burza. Jutro trzymamy kciuki za Alicję - też dostanie komplecik śrubek. Ale im zazdroszczę! Mają praktycznie już wszystko za sobą :-) Wszystkiego dobrego dziewczyny!


foto: net

piątek, 29 maja 2009

29.V.2009 W domu

/mieszkanie/

W domu! Nareszcie! Boże, jak bardzo człowiek na to czekał!

Po wejściu na drugie piętro mało nie wyzionęłam ducha, a to dlatego, że prawa, operowana 7 miesięcy temu noga nie jest taka mocna jakbym chciała. W pełni obciążone mięśnie wyły z bólu. Po pysznym rosole padłam na swoje wygodne łóżko i przez 3 godziny smacznie chrapałam. Wieczorem zaliczyłam jeszcze prysznic - wspaniała przyjemność. Potem zmiana opatrunku i najmniej lubiana sprawa- zastrzyk z brzuch z heparyny. Wciąż mam bardzo słabą morfologię. Z tej rano lekarze wahali się czy puścić mnie do domu rzucając pomysłami o toczeniu krwi. Uparłam się jednak, że sama dam sobie radę, przysięgałam dobre odżywianie burakami, wsuwanie preparatów z żelazem i takie tam inne. Około południa z wypisem i kompletem RTG w łapie pożegnałam kochane pielęgniarki, lekarzy, rehabilitanta i dziewczyny z oddziału, z którymi podczas pobytu zdążyłam się zaprzyjaźnić. Pokuśtkałam do samochodu, wcisnęłam się za kierownicę i z piskiem opon (było deszczowo) ;-) odjechałam ze szpitala. Obok mnie niezrównana i niezastąpiona moja mama już nawet nie próbowała walczyć o fotel kierowcy. Podkreślam, że pozwoliłam sobie na to tylko ze względu na automatyczną skrzynię biegów. Jestem bardzo zadowolona, sprawdziłam czy dam radę prowadzić i tym sposobem bo bez kłopotu będę mogła poruszać się gdziekolwiek zechcę.
Jestem już bardzo, bardzo zmęczona. Mam do napisania całe mnóswo rzeczy, ale głowa, obolałe placy, pośladki, operowana noga- wiadomo, każa wrzucić na luz i iść do łóżka. Wielu pyta czy biodro boli... boli, to jasne. Ale wiem, że potrwa to jeszcze tylko kilka dni. Jest coraz lepiej. I nie piszę tego na wyrost, żeby uspokoić tych "przed" :-)

Kiedy weszłam do domu zobaczyłam wielkiego, wspaniałego zająca - naszego Maćka. Urósł, jest niesamowity i po niedługim czasie poznał mnie wskakując i przytulając się. Słodziak :-)

Jutro, kiedy nabiorę trochę więcej sił napiszę o wyremontowanym biodrze, zamieszczę świeże zdjęcia RTG. Różnica jest szalona, nawet ja jako laik widzę ogromne zmiany. Eh, jestem bardzo, bardzo zadowolona :-)

Jeszcze raz, z całego serca dziękuję wszystkim, którzy we mnie wierzyli :-)


foto: net

czwartek, 28 maja 2009

28.V.2009 Schody

/szpital im. A. Grucy, Otwock/

3 doba. Po śniadaniu, w towarzystwie rehabilitanta, pełna energii i zapału, wkroczyłam na sławetne schody udowadniając sama sobie, że nic nie jest poza zasięgiem. Przez krótką chwile triumfu wierzyłam, że jeszcze dziś wypuszczą mnie do domu. Ale nie, bez wariacji, kazali przespać dzisiejszą noc (pewnie) żeby mieć pewność, że biodro nie zdecentralizowało się od tych maratonów:-) Dzisiejszy dzień obfitował w nawałnice wspaniałych odwiedzin. Jutrzejszy planuje spędzić w domowych pieleszach z butelką bordeaux:-)

środa, 17 grudnia 2008

16.XII.2008. Poszukiwania

/mieszkanie/

Wróciłam ze spotkania ze znajomymi. Pośmialiśmy się, zjedliśmy mały obiad, poplotkowaliśmy na wspólne tematy. Miło spędzony czas. Teraz siedzę od 2 godzin przy laptopie poszukując w necie uroczej i romantycznej restauracyjki na kolację we dwoje. Eh, trudne zadanie. Pojutrze zmykam już do rodziców na Święta, tak więc miła mini-wigilijna kolacyjka jest dobrym pomysłem.
W drodze z rehabilitacji rozmyślałam nad rozszerzeniem bloga o coś w rodzaju kącika rehabilitacyjnego. Na razie nie zdradzę reszty pomysłu, bo jest w powijakach. Na Święta otrzymałam dzisiaj od mojego rehabilitanta zestaw ćwiczeń domowych do samodzielnego wykonywania. Banalnie proste wyglądem- trudne do prawidłowego opanowania. Jest też postęp w chodzeniu- zlokalizowałam swój błąd w ustawieniu nogi który powoduje ból w kolanie i nadwyrężenie więzadeł. Teraz tylko mieć się na baczności i unikać go :-)
Zmykam pakować prezenty gwiazdkowe ;-)


foto by net