Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lutego 2009

22.II.2009 Eksploracja zimy - reportaż

/spacer/

Ja z aparatem w kieszeni i Monti (bez aparatu) wyruszyliśmy na obchód naszej posesji w poszukiwaniu zimowych przygód ;-)


Nasze poszukiwania nie trwały długo. Już na trawniku, tuż przy domu przykrytym grubą warstwą śniegu znaleźliśmy ślady saren.

Pierwsze ślady saren, tuż koło domu

foto by Katja II.2009

Wieczorami i rankami spacerują wszędzie wokoło podjadając nasze krzewy, tuje i wszystko co wiosną mój tata pieczołowicie sadzi i pielęgnuje. Piękne zwierzęta, ale upierdliwe ;-) Wczoraj wieczorem po spacerze widzieliśmy dwie piękne ładnie drepczące 10 metrów od domu. Pewnie wtedy też z przyjemnością chrupały korę i gałęzie krzewów. W pobliżu tui, orzecha włoskiego i drzewa kiwi zobaczyliśmy całe mnóstwo śladów ich racic. Widać, to ich ulubione miejsce :-)

Racica na racicy ;-)

foto by Katja II.2009

Monti szalał. Biegał i wąchał wszystko dookoła, śnieg, trawę, drzewka. Chyba poczuł się w obowiązku przeszukać okolicę i schwytać intruza na swoim terenie ;-) Śmiałam się w głos. Mój ukochany psiak jest naprawdę niewielkich rozmiarów dlatego pokonywanie przez niego zasp śnieżnych było komiczne. Skakał jak ruda piłeczka, czasem równocześnie na czterech łapach – jak na sprężynach. Nie mógł nadążyć za mną w tym śniegu. Gramolił się mozolnie tymi swoimi małymi łapkami.

Namokły od śniegu kubraczek Montiego naciągnął się tak,że pomieściłby 3 psy ;-)

foto by Katja II.2009

Dokładnie zbadaliśmy tropy po czym ruszyliśmy ich śladem. Racice na śniegu doprowadziły nas na dosyć stromą skarpę tuż przy domu. Wdrapaliśmy się na nią – tym razem to mi szło gorzej niż Montiemu ;-) Ze szczytu rozpościerał się widok na zaśnieżoną okolicę. Słońce świeciło już coraz słabiej.


foto by Katja II.2009

Zaobserwowaliśmy, że ślady saren biegną dalej i dalej, zataczają koła, kierują się w pobliskie gęste krzaczyska. Pomaszerowaliśmy na drugą stronę skarpy siadając na jej brzegu. Monti cały w śnieżnych kulkach, które poprzyczepiane do dość długiej sierści skutecznie utrudniały mu kroki. Z miłą chęcią wskoczył na moje kolana i siedząc tak na śniegu cieszyliśmy się widokami. Potem obydwoje – Monti z górki na pazurki, a ja w niezawodnym kombinezonie narciarskim na pupie – zjechaliśmy na sam dół. Żałowałam, że nie mamy tzw. jabłuszek - dupolotów, wtedy pędzilibyśmy dużo szybciej. Wiadomo, ubrania nie mają takiego poślizgu. Może ten sposób wypróbujemy jutro :-)

Na dole, na modrzewiach i jarzębinie świergotały ptaszki. Wróble, sikorki i nieco większe, z niebieskim brzuszkiem. Chciałam je uchwycić w obiektywie, ale Monti przegonił je w oka mgnieniu. Jako mój osobisty ochroniarz szczekał na wszystko co się ruszało :-) Niczemu i nikomu nie odpuścił.


foto by Katja II.2009

Nieco zmachani wróciliśmy do domu na ciepłą herbatę. Monti padł jak muszka. To oczywiste - jego małe nóżki pokonały znacznie dłuższą drogę niż moje. Ja rozgrzewałam się gorąca herbatą, a on chrapał mi do ucha na parapecie.

To była świetna wyprawa.





fotos by Katja II.2009

czwartek, 19 lutego 2009

19.II.2009 Urwanie głowy

/dom rodzinny/

Obiecałam kilka dni temu, że "jutro" opisze przypadek mojej koleżanki po Ganzu. Owe "jutro stało się po po po po jutrem ;-) Ale co obiecane będzie opisane, potrzebuję na to jedynie wolnej chwili i skupienia czego teraz niestety nie mam.
Od 2 dni jestem u rodziców, mówi się, że przyjechałam odpocząć, nacieszyć się rodzinnością. Póki co, nie wiem co to odpoczynek i wolny czas, bo ciągle coś robię, biegam, załatwiam, jeżdżę. Urwanie głowy. Mój nocny wyjazd do rodziców poprzedził we wtorek fantastyczny koncert Ayo. Artystka wraz z muzykami dała wspaniały dwugodzinny koncert. Było mnóstwo improwizacji, świetna atmosfera i dialog z publicznością, pełna po brzegi Sala Kongresowa. Ayo na żywo brzmiała jeszcze lepiej niż z płyt :-) Jest wyjątkowa.
Po koncercie, o 23.30 ruszyłam w trasę do rodziców. Śnieg, białe drogi, ślisko... było na co uważać. Biodro cierpliwie i ładnie zniosło 6-cio godzinną podróż. Byłam zadowolona.
Od wczoraj krzątam się i cieszę pobytem w domu. Zabrałam wszystkie swoje gadżety potrzebne do ćwiczeń. Nawet hulajnogę. Ale póki co nie mam gdzie na niej jeździć. Wszędzie bardzo śnieżno i mroźno, a parkingów podziemnych brak :-) Operowana noga nie tylko dobrze zniosła podróż, świetnie zniosła też moje wczorajsze porwanie się z łopatą na śnieg :-) Tak nas zasypało, że nie mogąc już dłużej na to patrzeć zabrałam się za odśnieżanie. Stwierdzam, że to ciężka robota. Ale podobało mi się. Ja i mój niezawodny psiak Monti przedzieraliśmy się przez zaspy śniegu torując sobie drogę. Najbardziej był zadowolony wtedy gdy padłam już ze zmęczenia na śnieg i w końcu skupiłam swoją uwagę nie na łopacie ale na jego małej rudej osóbce ;-)
Teraz też chodzi po domu i usiłuje zainteresować mnie swoimi zabawkami. Na zabawki się nie skuszę, ale wyjdę z nim na spacer. Pójdziemy w trójkę, Tata i ja w ciepłych narciarskich spodniach i kurtkach, a Monti w swoim psim kubraczku.


foto by Katja

Byłam dziś u mojego lekarza prowadzącego, prosząc o skierowanie na operację lewego biodra. Był pełen podziwu i jeszcze raz doceniał kunszt profesora i lekarzy z Otwocka. Oceniając mojego ganza wypowiadał się: "majstersztyk!". Wspaniale to brzmi. I jak cieszy :-) Dziś mam poczucie, że druga noga będzie szybką, krótką piłką jak to się mawia w siatkarskim slangu ;-) Nawet się nie zorientuję kiedy będę miała to za sobą :-) Tak, teraz częściej myślę o lewej nieoperowanej nodze niż o wyremontowanej prawej. Częściowo dlatego, że jeśli coś mnie boli to właśnie ta lewa noga..

Ok, jutro mały trening przygotowawczy do nart (7 marca coraz bliżej). Przewracanie się, wstawanie, podchodzenie itd. Naturalnie zero zjazdów. Trzymam się planu. (Panie Piotrze, proszę być spokojnym, uważam na siebie). Początki, jak wtedy kiedy miałam 6 lat. Jak za starych, starych, starych dobrych czasów. Znów na górce pod domem stanę ja - o 24 lat starsza - i mój tata instruktor jak zarówno trener - też o 24 lat starszy ;-) To będzie jak remake starego świetnie znanego filmu.

sobota, 14 lutego 2009

14.II.2009. Hulajnoga

/mieszkanie/

Za oknem śnieg (no może nie śnieg, ale śnieżek ;-) ) a ja startuję do sklepu zakupić hulajnogę. Tak, hulajnogę. Wiem, że w obliczu zimy to słowo brzmi nieco groteskowo ;-) Zamierzam na niej śmigać na ..... lotnisku!!! Tak, to mogłoby być sporym przeżyciem, nie tylko dla mnie, ale dla ekipy płyty lotniska ;-) Mówiąc serio, początkowo mam zamiar zasuwać na osiedlu - no, może nie swoim ;-) Ponoć (jak mówi mój p. rehabilitant) nie będzie łatwo :-) Nie mogę się doczekać aby to sprawdzić. Może kilka słów dlaczego hulajnoga. Ano dlatego, że uparłam się na łyżwy... Heh, kilka dni temu tak sobie wymyśliłam, że dam już radę. Mój zapał szybko został ostudzony. Pan Piotr wydał kategoryczny zakaz łyżew jako najbardziej urazowej i męczącej aktywności. Za to zaproponował właśnie hulajnogę - jazdę ze zmianą nogi odpychającej co minutę. Ponoć dla zdrowego nic trudnego - jak to się mówi, a dla mnie? Poczekamy, zobaczymy :-)
Dziś też czas na basen, choć pora nie najlepsza, bo sobota, weekend, pewnie ludzi w basenie będzie tyle co sardynek w puszce... :-/

czwartek, 25 grudnia 2008

25.XII.2008. Święta, Święta

/rodzinny dom/

Jest nas dużo, jest gwarno, nawet bardzo :-) W dniu Wigilii jak na zamówienie zaczął padać śnieg. Świat się zabielił, od razu zrobiło się świątecznie i zimowo. Świeże i rześkie powietrze wpada czasami uchylonym oknem i intensywniej roznosi po domu aromaty świątecznego stołu. Piękna, duża i żywa choinka połyskuje światełkami i bombkami a słomiane ozdoby przy każdej sposobności tańczą na gałązkach. Jest pięknie.
Mimo całego świątecznego gwaru i objadania się przepysznymi ciasteczkami (moje ulubione to "ule"- najlepsze w wykonaniu naszej utalentowanej sąsiadki) nie folguję sobie z ćwiczeniami. Bardzo zależy mi, żeby po powrocie ze Świąt z Sylwestra "pochwalić" się przed moim rehabilitantem ładnie odrobionym zadaniem domowym. Sama wyczuwam też zmiany. Przede wszystkim pod względem mięśni pośladkowych. Są dużo mocniejsze :-) W lustrze widzę gołym okiem, że moja pupa podniosła się - szczególnie prawy pośladek operowanej nogi. Jestem bardzo zadowolona. Każdy dzień zbliża mnie do wyjazdu na narty. Do mojego celu. Wybraliśmy już szczegółowo lokalizację, termin jest ustalony. To będzie Francja - po raz pierwszy, tam na nartach jeszcze nas nie było. Ruszamy do regionu Les 2 Alpes na przełomie marca i kwietnia 2009. Do tego czasu noga musi być 200% sprawna i będzie!! :)
Kończę pisanie z miłą myślą o nartach i zmykam zjeść na pewno pyszną kolację. Po kolacji w planie mamy rodzinny spacer. Pierwszy raz sprawdzę jak kule zachowują się na śniegu...


foto by net