/mieszkanie/
Nigdy w sumie nie opisałam procesu wyjęcia śrub po osteotomii Ganza na blogu. Nigdy - znaczy podczas ostatniego miesiąca. To już, albo dopiero (!) miesiąc odkąd znów mam swój własny staw bez upiększeń i dodatków. Pozbyłam się śrub. Czy czuję różnicę? Żadnej. Poza brakiem możliwości połaskotania się w śrubę w prawej nodze (wystawała nieco pod skórą..) - to było fajne ;-)
Operację usuwania śrubek opisałam za to na forum Bioderko w temacie: http://www.forumbioderko.pl/viewtopic.php?t=259&start=15
Czekam na intensywne rozpoczęcie rehabilitacji. Na razie z nią "stoję". Mój terapeuta biedaczysko choruje, moje tkanki miękkie pewnie wciąż w środku się goją.. cały czas coś się dzieje ;)
Te "wstążeczki" powyżej to szwy. Moje zdjęte własnoręcznie szewki. Nawet żyłka (jak na ryby) może wyglądać ciekawie, prawda? A śruby? Śruby dziś siedzą sobie już w małej gablotce, którą planuję jeszcze dopracować, tak aby była kolorowa i wesoła :) Sztuk 5. Szósta... jest prezentem dla wyjątkowej osoby..
Śruby, śruby.
foto by Katja XII.2009
Piękne, srebrzyste, jak nówki sztuki. Jedynie po gwincie widać, że było gorąco podczas wykręcania ;-)
Myśl o tym, że w stawie biodrowym znów mam same kości, bez dodatków, i że owe kości niedługo znów będą mocne a dziury po "dodatkach" się zaleją jest miła. Zachęca do pracy nad sobą. Do kolejnej walki o postawiony sobie cel. Jaki on jest tym razem? Marcowe narty. To jasne jak słońce. Od soboty zaczynamy pracę.
W ciągu ostatnich 14 miesięcy przeszłam 3 operacje na stawach biodrowych. Pierwsza była ogromnym przeżyciem, druga czymś niemalże standardowym a trzecia.. była jakaś trzecia? Ledwo ja pamiętam. Z lewego biodra (operowanego w drugiej kolejności) jestem bardzo zadowolona. Z prawgo mniej -czy ja się nie powtarzam? ;-) To czy tak już ma pozostać? - na razie wciąż jest wielką niewiadomą. Podczas usuwania śrub lekarze wyłamali "przy okazji" z prawego biodra 2 osteofity. Być może małe dranie powodowały niektóre bóle i utrudniały rehabilitację :-/ Być może to one...oby.. bo teraz już ich nie ma. Przynajmiej na razie... póki znów się nie odbudują...a potrafią!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wadliwe śruby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wadliwe śruby. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 stycznia 2010
wtorek, 24 lutego 2009
24.II.2009 Spacerowiczka
/dom rodzinny/
Ślęczę przy laptopie nad pracą mojego Tomasza... Straszne. Jak tu coś poprawić, jak człowiek nie rozumie tego co czyta?! Nie, takie opowiadanie, że coś jest ciężkie do zrozumienia mija się z celem. Ok, w takim razie przytoczę pierwszy lepszy kawałek, który właśnie "usiłuję redagować":
"Mechanizm ESP odpowiada za szyfrowanie zawartości pakietów IPSec i jest identyfikowany numerem 50 w polu nagłówka IP. Dokonuje on symetrycznego szyfrowania informacji pochodzących z wyższych warstw sieciowych i danych zawartych w pakiecie, ale w odróżnieniu od AH nie zabezpiecza standardowo nagłówka pakietu. W niektórych scenariuszach komunikacyjnych możliwe jest jednak zabezpieczenie z wykorzystaniem ESP również nagłówków pakietów (w trybie tunelowania)." *
Nieźle. Bomba! :-) Ale... o co chodzi? ;-)
Zmieniając temat i odrywając się na moment od tych zawiłych procesów autentykacji i szyfrowania ;-) chcę poruszyć temat mojej koleżanki, która tak jak ja przeszła osteotomię Ganza. Z racji, tego, że bohaterka dzisiejszego posta woli być anonimowa zgrabnie będę ją nazywała Spacerowiczką (jej nowe imię ściśle łączy się ze sprawą). Moja Spracerowiczka została przyjęta do Kliniki w Otwocku dokładnie miesiąc po mnie. Niestety jej operacja nie przebiegła tak bezproblemowa jak moja... Kochana Spacerowiczna cierpi na małopłytkowość krwi. Kiedy wszystko wydawało się być w porządku, w czwartej dobie po zabiegu dostała krwotoku wewnętrznego. Jej bardzo rzadka grupa krwi okazała się szalenie trudna do zdobycia. Szpital alarmował i szukał odpowiedniej krwi... a moja koleżanka przeżywając najgorsze chwile w życiu podświadomie żegnała się z rodziną, bliskimi, z życiem... Otarła się o śmierć. Na szczęście tragiczna sytuacja znalazła szczęśliwy finał. Wszystko skończyło się pomyślnie, a Spacerowiczka po dość długim ze względu na okoliczności pobycie w szpitalu bezpiecznie wróciła do domu.
Bohaterka dzisiejszego posta jest piękną, pełną energii, tryskającą uśmiechem szczęśliwą mamą. Pociechy w domu nie dawały jej leniuchować, dlatego bardzo szybko wróciła do pełnej sprawności po zabiegu. Biodro naprawdę ładnie się spisywało. Kontrolne zdjęcia RTG były eleganckie. Zapowiadało się, że Spacerowiczka migiem będzie robiła wszystko czego dusza zapragnie.
Czas wyjaśnić dlaczego moja koleżanka po Ganzu otrzymała imię: Spacerowiczka. Otóż, jak wspominałam, to bardzo żywa i energiczna dziewczyna. Kocha ruch, narty i spacery. Dłuugie spacery - stąd przydomek. Kiedy minęły już trzy miesiące od operacji była naprawdę zadowolona z swojego stanu zdrowia. Z jej opowiadań wynika, że przede wszystkim czuła się mocna i silna. Miała ładną postawę, dużo ćwiczyła i czuła się już całkowicie pewnie. Pewnego dnia wybrała się z 1 kulą na długi spacer. Był naprawdę długi, bo liczył aż 3 kilometry. W sumie przyznam szczerze, że ten dystans mnie zmroził. Może dlatego, że wyobraziłam sobie samą siebie, w tym momencie gdybym miała przejść taki kawał - pewnie umarłabym z wycieńczenia, a też przecież nie uważam się za słabiaka. W każdym razie, do pewnego czasu podczas wycieczki wszystko było w porządku. Jednak ostatnie ok. pół kilometra okazało się dla naszej bohaterki mordęgą. Ledwo doczłapała do domu. Biodro bolało, świdrowało coraz mocniej. Zmęczona poszła spać. Kiedy wstała rano ból był już naprawdę silny. W miejscu cięcia i lokalizacji śrub na skórze widniał duży siniak. Nie trzeba mówić jak ta sytuacja przeraziła Spacerowiczkę. Początkowo miała wrażenie, że to jednak zwykłe przeciążenie, coś co utrzyma się góra dzień czy dwa i zniknie. Jednak siniak i ból nie miały zamiaru odpuszczać :-( Po kilku dniach oczekiwania i nadziei, że wszystko wróci do normy moja koleżanka poszła do lekarza ortopedy. Zrobiła świeże zdjęcia RTG. Lekarz dokładnie przyjrzał się sprawie i nieśmiało stwierdził, że jest problem. Jego zdaniem jedna ze śrub w operowanym biodrze poluzowała się czy też uległa przesunięciu w wyniku czego przestała trzymać. To co zrosło się przez owe 3 miesiące na nowo zostało uszkodzone, być może nawet świeżo utworzona chrząstka kostna pękła... Trudno opisać mi fachowym językiem to co stało się w biodrze, raz, że są to ustnie przekazane informacje, dwa- moja koleżanka słuchając lekarza przeżyła niemały szok, a w takich sytuacjach racjonalne myślenie i słuchanie schodzi na plan dalszy.
Uogólniając - lekarz ortopeda z miejscowości Spacerowiczki orzekł, że musi być operowana ponownie. Mogę sobie tylko wyobrazić jak przeraźliwie dźwięczały te słowa w uszach mojej koleżanki. A wszystko wydawało się takie poukładane, oczywiste i piękne...
Teraz biedna Spacerowiczka czeka na wizytę u profesora, który ją operował. Zda się tylko na jego opinię gorąco wierząc i mając nadzieję, że nie trzeba będzie ponownie operować biodra. Jednak z powodu wspomnianego wypadku narciarskiego i jego konsekwencji profesor nie jest w stanie przyjmować pacjentów. Wszystko tkwi w zawieszeniu, niepewności. Moja koleżanka przeżywa ogromny stres i co dzień próbuje zrozumieć dlaczego tak się stało? Czy ból, siniak i smutna diagnoza miejscowego ortopedy są wynikiem przeforsowania się? Źle ocenionych własnych sił? Czy to pech? Fatalne zrządzenie losu? Kruche kości? Wadliwe śruby? O co chodzi?? Pytań jest bez liku. Na razie wszystkie pozostają bez odpowiedzi. Jedyną wyrocznią w tej sprawie jest i pozostaje profesor, który musi obejrzeć biodro, zdjęcia i z pewnością zrobić USG. Niestety strasznie pechowo przykra sytuacja mojej Spacerowiczki zbiegła się z trudnymi chwilami i niedyspozycją naszego profesora...
Bardzo, bardzo ale to bardzo mocno ściskam kciuki i mam nadzieję, że wszystko zakończy się pomyślnie. Co dzień myślę o mojej koleżance i czekam na jej wieści. Z opisaniem sytuacji na blogu zwlekałam dość długo min. dlatego, iż czekałam na opinię profesora, z którym w najbliższą sobotę miała się spotkać Spacerowiczka. Niestety, wizyta z przyczyn już wyżej określonych została odwołana :-(
Musi być dobrze, musi być dobrze, musi być dobrze - powtarzam jak mantrę....
* Fragment pracy naukowej autorstwa T.Z. na temat sieci rozległej WAN/VPN

foto: net
Ślęczę przy laptopie nad pracą mojego Tomasza... Straszne. Jak tu coś poprawić, jak człowiek nie rozumie tego co czyta?! Nie, takie opowiadanie, że coś jest ciężkie do zrozumienia mija się z celem. Ok, w takim razie przytoczę pierwszy lepszy kawałek, który właśnie "usiłuję redagować":
"Mechanizm ESP odpowiada za szyfrowanie zawartości pakietów IPSec i jest identyfikowany numerem 50 w polu nagłówka IP. Dokonuje on symetrycznego szyfrowania informacji pochodzących z wyższych warstw sieciowych i danych zawartych w pakiecie, ale w odróżnieniu od AH nie zabezpiecza standardowo nagłówka pakietu. W niektórych scenariuszach komunikacyjnych możliwe jest jednak zabezpieczenie z wykorzystaniem ESP również nagłówków pakietów (w trybie tunelowania)." *
Nieźle. Bomba! :-) Ale... o co chodzi? ;-)
Zmieniając temat i odrywając się na moment od tych zawiłych procesów autentykacji i szyfrowania ;-) chcę poruszyć temat mojej koleżanki, która tak jak ja przeszła osteotomię Ganza. Z racji, tego, że bohaterka dzisiejszego posta woli być anonimowa zgrabnie będę ją nazywała Spacerowiczką (jej nowe imię ściśle łączy się ze sprawą). Moja Spracerowiczka została przyjęta do Kliniki w Otwocku dokładnie miesiąc po mnie. Niestety jej operacja nie przebiegła tak bezproblemowa jak moja... Kochana Spacerowiczna cierpi na małopłytkowość krwi. Kiedy wszystko wydawało się być w porządku, w czwartej dobie po zabiegu dostała krwotoku wewnętrznego. Jej bardzo rzadka grupa krwi okazała się szalenie trudna do zdobycia. Szpital alarmował i szukał odpowiedniej krwi... a moja koleżanka przeżywając najgorsze chwile w życiu podświadomie żegnała się z rodziną, bliskimi, z życiem... Otarła się o śmierć. Na szczęście tragiczna sytuacja znalazła szczęśliwy finał. Wszystko skończyło się pomyślnie, a Spacerowiczka po dość długim ze względu na okoliczności pobycie w szpitalu bezpiecznie wróciła do domu.
Bohaterka dzisiejszego posta jest piękną, pełną energii, tryskającą uśmiechem szczęśliwą mamą. Pociechy w domu nie dawały jej leniuchować, dlatego bardzo szybko wróciła do pełnej sprawności po zabiegu. Biodro naprawdę ładnie się spisywało. Kontrolne zdjęcia RTG były eleganckie. Zapowiadało się, że Spacerowiczka migiem będzie robiła wszystko czego dusza zapragnie.
Czas wyjaśnić dlaczego moja koleżanka po Ganzu otrzymała imię: Spacerowiczka. Otóż, jak wspominałam, to bardzo żywa i energiczna dziewczyna. Kocha ruch, narty i spacery. Dłuugie spacery - stąd przydomek. Kiedy minęły już trzy miesiące od operacji była naprawdę zadowolona z swojego stanu zdrowia. Z jej opowiadań wynika, że przede wszystkim czuła się mocna i silna. Miała ładną postawę, dużo ćwiczyła i czuła się już całkowicie pewnie. Pewnego dnia wybrała się z 1 kulą na długi spacer. Był naprawdę długi, bo liczył aż 3 kilometry. W sumie przyznam szczerze, że ten dystans mnie zmroził. Może dlatego, że wyobraziłam sobie samą siebie, w tym momencie gdybym miała przejść taki kawał - pewnie umarłabym z wycieńczenia, a też przecież nie uważam się za słabiaka. W każdym razie, do pewnego czasu podczas wycieczki wszystko było w porządku. Jednak ostatnie ok. pół kilometra okazało się dla naszej bohaterki mordęgą. Ledwo doczłapała do domu. Biodro bolało, świdrowało coraz mocniej. Zmęczona poszła spać. Kiedy wstała rano ból był już naprawdę silny. W miejscu cięcia i lokalizacji śrub na skórze widniał duży siniak. Nie trzeba mówić jak ta sytuacja przeraziła Spacerowiczkę. Początkowo miała wrażenie, że to jednak zwykłe przeciążenie, coś co utrzyma się góra dzień czy dwa i zniknie. Jednak siniak i ból nie miały zamiaru odpuszczać :-( Po kilku dniach oczekiwania i nadziei, że wszystko wróci do normy moja koleżanka poszła do lekarza ortopedy. Zrobiła świeże zdjęcia RTG. Lekarz dokładnie przyjrzał się sprawie i nieśmiało stwierdził, że jest problem. Jego zdaniem jedna ze śrub w operowanym biodrze poluzowała się czy też uległa przesunięciu w wyniku czego przestała trzymać. To co zrosło się przez owe 3 miesiące na nowo zostało uszkodzone, być może nawet świeżo utworzona chrząstka kostna pękła... Trudno opisać mi fachowym językiem to co stało się w biodrze, raz, że są to ustnie przekazane informacje, dwa- moja koleżanka słuchając lekarza przeżyła niemały szok, a w takich sytuacjach racjonalne myślenie i słuchanie schodzi na plan dalszy.
Uogólniając - lekarz ortopeda z miejscowości Spacerowiczki orzekł, że musi być operowana ponownie. Mogę sobie tylko wyobrazić jak przeraźliwie dźwięczały te słowa w uszach mojej koleżanki. A wszystko wydawało się takie poukładane, oczywiste i piękne...
Teraz biedna Spacerowiczka czeka na wizytę u profesora, który ją operował. Zda się tylko na jego opinię gorąco wierząc i mając nadzieję, że nie trzeba będzie ponownie operować biodra. Jednak z powodu wspomnianego wypadku narciarskiego i jego konsekwencji profesor nie jest w stanie przyjmować pacjentów. Wszystko tkwi w zawieszeniu, niepewności. Moja koleżanka przeżywa ogromny stres i co dzień próbuje zrozumieć dlaczego tak się stało? Czy ból, siniak i smutna diagnoza miejscowego ortopedy są wynikiem przeforsowania się? Źle ocenionych własnych sił? Czy to pech? Fatalne zrządzenie losu? Kruche kości? Wadliwe śruby? O co chodzi?? Pytań jest bez liku. Na razie wszystkie pozostają bez odpowiedzi. Jedyną wyrocznią w tej sprawie jest i pozostaje profesor, który musi obejrzeć biodro, zdjęcia i z pewnością zrobić USG. Niestety strasznie pechowo przykra sytuacja mojej Spacerowiczki zbiegła się z trudnymi chwilami i niedyspozycją naszego profesora...
Bardzo, bardzo ale to bardzo mocno ściskam kciuki i mam nadzieję, że wszystko zakończy się pomyślnie. Co dzień myślę o mojej koleżance i czekam na jej wieści. Z opisaniem sytuacji na blogu zwlekałam dość długo min. dlatego, iż czekałam na opinię profesora, z którym w najbliższą sobotę miała się spotkać Spacerowiczka. Niestety, wizyta z przyczyn już wyżej określonych została odwołana :-(
Musi być dobrze, musi być dobrze, musi być dobrze - powtarzam jak mantrę....
* Fragment pracy naukowej autorstwa T.Z. na temat sieci rozległej WAN/VPN

foto: net
Subskrybuj:
Posty (Atom)

