/Alpe d'Huez/
Ostatni dzień był walką o życie w śnieżnej zamieci ;-) Od rana sypało - śnieg, grad, na dole deszcz. Burza śnieżna. Było na przemian strasznie i wesoło. Jeździłam bardzo mało, w zasadzie tylko rano. Nie przeszkadzał mi śnieg i zawierucha, głowa mówiła: choć, skoczymy jeszcze tam i tam i wyżej i na czarną.... Ale nogi zdecydowanie odmawiały aż postawiły na swoim. Wróciłam na kwatery koło południa, a potem już tylko podziwiałam zmieniającą się cały czas pogodę. Od śnieżycy po słońce. Niesamowite. Spacerowalismy z tatą resztę dnia po niewielkiej miejscowości Vaujany w poszukiwaniu francuskiego koniaka ;-)
Wczoraj po raz drugi bylismy w Les2Alpes. Pięknie. Słowami nie da sie tego opisać. Jestem do bólu zakochana w tym regionie.
Zresztą na pisanie nie mam juz sił ;-) Wszystkie spożytkowałam na jeżdzenie ;-)
Wieczorem pojechaliśmy jeszcze do Alpe d'Huez do pięknego kościółka na koncert organowy. Organy robiły wrażenie - zaprojektowane w kształcie ludzkiej dłoni.
Pierwsze 3 dni jeździłam tak jak lubię, bez ograniczeń, szybko i do oporu. Czwarty dzień był już kompromisowy. Piąty obfitował w częste przerwy i kawkę na stoku. Ostatni, dzisiejszy był pełen spokoju, do sytuacji kiedy biodro już "nie działało" podeszłam bez ciśnienia nacieszając się tym co mam i tym co zdołałam osiągnąć. Grzanym winem w przytulnej knajpce na trasie, spacerem z tatą, półgodzinną drzemką w ciągu dnia... Wszystkiego mieć nie można. Ciesze się tym co mam. To i tak wiele.
PS. Dziękuję Piotrze :-)
Tak wyglądalismy dziś rano po pół godzinie jazdy ;-)
A tak nasze narty po 20-minutowej przerwie na grzane winko
Widok z tarasu.
Ten sam widok na zoomie :-) Te wysokie słupy to stacje kolejki którą drapalismy się co dzień w górę.
W dolinie wiosna
Maszyneria wyciagów zawsze mnie zaskakuje i zastanawia
Miejscowość Vaujany. Sweet.
Pożegnanie z górami
Tutajsze specjały. Niektóre z nich - jak te czarne kiełbachy - budzą grozę ;-)
Niesamowite! Kto to zje?
Kościół w Alpe d'Huez
Wyjątkowe organy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Les2Alpes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Les2Alpes. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 marca 2010
piątek, 10 kwietnia 2009
10.IV.2009 Les2Alpes Francja - fotoreportaż
Długo, naprawdę długo zastanawiałam się jak opisać nasz tygodniowy wyjazd na narty w boskie Alpy. Czy ma sens pisanie, że było wspaniale, dzień w dzień witało nas na szczytach słońce, śnieg przyjemnie chrupał nam pod butami narciarskimi a humory i nasza narciarska ekipa nie przestawała się śmiać? Przecież to wszystko jest oczywiste!
Zdecydowałam, że cały nasz pobyt, wspaniały czas jaki tam spędziliśmy, wyśmienite trasy (najpiękniejsze jakie dotąd widziałam, a widziałam wiele ;-) ) i radość jaką dał mi wyjazd oraz zrealizowanie mojego najważniejszego celu po operacji - NART najlepiej opiszą nie słowa ale zdjęcia, które ze sobą przywieźliśmy.

nasz hotel - usytuowany na nartostradzie

taki widok witał nas co dzień rano z okna

nic dodać, nic ująć

rano, przed wyjściem na stok


bywało, że wiało ;-) Lodowiec Les2Alpes. Jesteśmy na 3421 m.npm

3400-3600 m npm szczyt lodowca z gładkimi jak stół trasami - po prostu bajka

czasem w mieście i dolinie nie było słońca, po wzbicie się na wysokość
ok 2600 m npm pogoda zmieniała się diametralnie.
Słońce paliło nam policzki i nosy ;-)

cała ekipa na Gracier 3421m npm

czasem wygłupialiśmy się, walczyliśmy na śnieżne kule i tarzaliśmy
w śniegu jak sześciolatki ;-) Tu na szczycie lodowca w pięknym słońcu.

czy natura nie jest niesamowita?

zjawisko inwersji - jazda ponad chmurami. Widok niedoopisania!

zdarzały się też wypadki. Tu akurat Tomka. Moje tym razem były
na częście mniej widowiskowe.

instastruktura i pomysłowość na stokach we Francji naprawdę
robi wrażenie. Czasem liny wyciągów krzyżowały się na niebie potrójnie

mmmm.. bywało też romantycznie ;-)

dzień w dzień przy naszej ulubionej knajpce Panoramic, położonej
na wysokości 2600 m npm od godziny 13 do 17 z hakiem
DJ miksował fenomanalne kawałki, nogi same tańczyły.
Non stop impreza!

niektórym było baaaardzo gorąco!

i znów lodowiec!

w trzecim dniu jazdy po długich błaganiach moich współwyjazdowiczów
(dbali o mnie aż za rygorystycznie) wymusiłam swoje i zaatakowałam
najtrudnijszą i najdłuższą czarną trasę w całej okolicy.
Jak sama nazwa wskazuje Le Diable była ooooostra!
Wiele bym dała, żeby to powtórzyć!

ja, narty i wspaniałe poczucie wolności na Le Diable w natarciu!

z ukochaną siostrą :-)

tras do wyboru, do koloru z przeważającym kolorem czerwonym ;-)
To gdzie lecimy?

;-) tak, sporo jest urwisk, szczególnie na lodowcu

wszędzie plusowa temperatura!

ale wieczorami niebo nabierało nieziemskiego wyglądu

czy jeszcze tu wrócę..?

nasz hotelik - widok z miasta

W dniu wyjazdu, kiedy żegnaliśmy się z Alpami, w miasteczku niżej witała nas już wspaniała wiosna. Kwitły kwiaty i drzewa a my podziwialiśmy ogromną tamę i uroczo położoną na wzgórzu ponad nią wioskę. Żyć, nie umierać :-)




Zdecydowałam, że cały nasz pobyt, wspaniały czas jaki tam spędziliśmy, wyśmienite trasy (najpiękniejsze jakie dotąd widziałam, a widziałam wiele ;-) ) i radość jaką dał mi wyjazd oraz zrealizowanie mojego najważniejszego celu po operacji - NART najlepiej opiszą nie słowa ale zdjęcia, które ze sobą przywieźliśmy.

nasz hotel - usytuowany na nartostradzie
taki widok witał nas co dzień rano z okna

nic dodać, nic ująć

rano, przed wyjściem na stok
bywało, że wiało ;-) Lodowiec Les2Alpes. Jesteśmy na 3421 m.npm
3400-3600 m npm szczyt lodowca z gładkimi jak stół trasami - po prostu bajka
czasem w mieście i dolinie nie było słońca, po wzbicie się na wysokość
ok 2600 m npm pogoda zmieniała się diametralnie.
Słońce paliło nam policzki i nosy ;-)
cała ekipa na Gracier 3421m npm
czasem wygłupialiśmy się, walczyliśmy na śnieżne kule i tarzaliśmy
w śniegu jak sześciolatki ;-) Tu na szczycie lodowca w pięknym słońcu.
czy natura nie jest niesamowita?
zjawisko inwersji - jazda ponad chmurami. Widok niedoopisania!
zdarzały się też wypadki. Tu akurat Tomka. Moje tym razem były
na częście mniej widowiskowe.
instastruktura i pomysłowość na stokach we Francji naprawdę
robi wrażenie. Czasem liny wyciągów krzyżowały się na niebie potrójnie
mmmm.. bywało też romantycznie ;-)
dzień w dzień przy naszej ulubionej knajpce Panoramic, położonej
na wysokości 2600 m npm od godziny 13 do 17 z hakiem
DJ miksował fenomanalne kawałki, nogi same tańczyły.
Non stop impreza!
niektórym było baaaardzo gorąco!
i znów lodowiec!
w trzecim dniu jazdy po długich błaganiach moich współwyjazdowiczów
(dbali o mnie aż za rygorystycznie) wymusiłam swoje i zaatakowałam
najtrudnijszą i najdłuższą czarną trasę w całej okolicy.
Jak sama nazwa wskazuje Le Diable była ooooostra!
Wiele bym dała, żeby to powtórzyć!
ja, narty i wspaniałe poczucie wolności na Le Diable w natarciu!
z ukochaną siostrą :-)
tras do wyboru, do koloru z przeważającym kolorem czerwonym ;-)
To gdzie lecimy?
;-) tak, sporo jest urwisk, szczególnie na lodowcu
wszędzie plusowa temperatura!
ale wieczorami niebo nabierało nieziemskiego wyglądu

czy jeszcze tu wrócę..?
nasz hotelik - widok z miasta
W dniu wyjazdu, kiedy żegnaliśmy się z Alpami, w miasteczku niżej witała nas już wspaniała wiosna. Kwitły kwiaty i drzewa a my podziwialiśmy ogromną tamę i uroczo położoną na wzgórzu ponad nią wioskę. Żyć, nie umierać :-)

Subskrybuj:
Posty (Atom)












